Jak już napisałam, że kupiłam, to może się pochwalę?
Jako pierwszy poleci słodki róż o nazwie Boat House.




Sama do końca nie wiem, czemu poczyniłam zakup Essie podczas przypadkowej (przysięgam, Wysoki Sądzie!) wizyty w TK Maxx. To chyba wina Urbana, który namiętnie je kolekcjonuje i kusi i w ogóle. Przyznam szczerze - miałam naprawdę wysokie oczekiwania wobec tych lakierów.

Jak zwykle pokazuję wam lakier po dwóch dniach w biurze. Boat House ledwo-ledwo zdał test.
(na serdecznym jak zwykle ten-znany-topper-z-essence, bo było mi zbyt mdło)

z lampą błyskową

To co widzicie powyżej, to dwie warstwy - pierwsza cienka (bo mam obsesję, że lakier inaczej nigdy nie wyschnie), druga nieco grubsza, bo widziałam, że z pełnym kryciem będzie słabo. Białe końcówki nadal prześwitują. Niżej już efekt po dołożeniu trzeciej warstwy (poza serdecznym, rzecz jasna).

w słoneczku, a jakże



Trzeba przyznać, że malowanie paznokci Essie to czysta przyjemność - konsystencja (póki co) jest po prostu idealna, a i sam lakier dość żwawo wyschnął (nawet ta grubsza warstwa). Kolor jest cudowny - intensywny, ale jednoczesnie nie za bardzo cukierkowy. Mam problem z określeniem wykończenia - brak drobinek wskazuje na kremowe, ale takie jakieś... niedorobione :D Na żelka za mało się błyszczy sam z siebie. 
Trwałość jest zadowalająca, choć po 3 dniach końcówki były już znacznie pozdzierane. 
Cóż, szczerze mówiąc (pisząc), lekko się zawiodłam. Po lakierze, którego normalna cena wynosi 35 zł, spodziewałam się chyba jakiś niesamowitych cudów, a to po prostu przyzwoity produkt, którego klona spokojnie można znaleźć w zakresie do moich ulubionych 10 zł za buteleczkę. 
Pozostałe dwa essiaki niebawem, a teraz idę zaszaleć i poopalać się :D

I znowu się uzbierały jakieś cudowne słowa kluczowe w źródłach odwiedzin. Zacznę od pytań kosmetycznych, na które jakiś nieszczęśnik nie znalazł niestety u mnie odpowiedzi. Ba, nie mam pojęcia, czemu w ogóle do mnie trafił. Ale wszystko po kolei.




jak sie nazywa krem pod oczy w fioletowym sloiczku - aż sama bym się dowiedziała
bezbrawny podkład do czego? 
co zrobić żeby nie schodziła skóra po opalaniu 
franck provost jak sie wymawia 
czy bioderma sensibio jest w rossmanie 
jak pozbyc sie polysku z brazowych wlosow - ale na bogów, po co się pozbywać błysku, kiedy wszyscy inni do niego dążą?
przeterminowane balsamy odbarwiają ciuchy? - a nie wiem...

Pora na dość smutne i pełne traumy wyznania:
rzęsy mi się skróciły 
malowałam odrosty i zamalowałam ombre - no to kiepsko robiłaś te odrosty w takim razie :D

Przejdźmy do paznokci:
oczojebne paznokcie - ok, to się akurat zgadza, takie preferuję :D 
sine paznokcie w upał - ja znam tylko przypadki zsinienia po uderzeniu
dziwny paznokieć kciuka - mojego kciuka chyba nigdy tu nie było w całej okazałości, więc to dopiero się okaże, czy jest dziwny ;) 

O pieprzykach nigdy za dużo nie było, ale proszę bardzo:

białe kółko wokół pieprzyka  - nie widziałam nigdy...

pieprzyki sa obrzydliwe - a ja myślę, że w umiarkowanych ilościach są sexy
pieprzyki kurze dupki - czy kurze dupki w ogóle trzeba komentować? :D :D :D

Zahaczmy na chwilę o włosy:
fryzura jak od garnka  - oj, miało się w podstawówce garneczek, dziękuję mamo :*
strzyzenie na glace - nie preferuję. nigdy.

I przejdźmy do ust:
piękne wary - no, moje są całkiem znośne
dobre przypadki powiększania ust - przysięgam, wysoki pudelku, nigdy nic nie majstrowałam z urodą!

Totalny kosmetyczny random:
kudła ginekolog olej rycynowy - ?!
cudowne retinoidy - że niby ja tam pisałam? :D
składomaniaczki wizaz.pl - patrzcie, ktoś mnie podejrzewa o znanie się na składach, lol

rogowacenie mieszków włosowych anwen - wychodzę teraz na małego cwaniaka, bo trafiają do mnie, zamiast na najlepszy blog o włosach (i wiele tracą)

pianki, zele, galaretki antykoncepcyjne - w chwili obecnej mogę to skomentować w lekko obleśny i betonowy sposób - chciałabym mieć z kim testować te produkty, ale turnus mija, a ja nadal niczyja (loool, pewnie skasuję to za jakiś czas, bo będzie mi wstyd)

Akcent orientalny:
jakiego tuszu do rzęs używaja hinduski - nie używają, wszystkie są piękne jak gwiazdy bollywood i nie muszą
hinduska lampa - polecam te wszystkie biedne india-szopy, na pewno coś mają
indyjska łazienka fotograrie - prawdziwej hinduskiej łazienki to nigdy nie chcecie zobaczyć. NIGDY. 

Kolejna porcja pytań.
co sie stanie jak wypowiem zaklęcie pieniędzy zapytaj.com - no pieniążki się rozmnożą, a co!
jak wygląda mydło z żyda - sirjusli?!
kiedy zdejmuje sie odciski palców - oh my god, to aż się prosi o odpowiedź pełną czarnego humoru, ale nie będę was tym katować. nie dziś.

Widać też, że ktoś szukał tu porad sercowych. Ekspertem nie jestem, patrzcie punkt wyżej o galaretkach :P
on mowi ze znam jego zdanie i nie odzywa sie blog 
dał mi kosza jak sie zemścić - znajdź przystojniejszego i z większym, yyym, samochodem?

Na koniec, jak zawsze, the ultimate what the fuck. Szykujcie się. 
wzór listu motywacyjnego kontrolera parkomatów - najbardziej oblegany zawód! 
to życie po prostu mi nie wyszło - spoko, mi też nie
przypominasz trololo - patrz wyżej, dlatego jestem trololo, proste.
zaskakująca kasza - ja znam jedną historię z zaskakującą kaszą, ale wydarzyła się dopiero niedawno. mój ojciec ugotował mąkę zamiast kaszy mannej. było to... ciekawe doznanie smakowe :D
szablony matek - moja jest bardzo nieszablonowa, wypraszam sobie 
dziewczyny bez stajników  - stajniki, oh my god, już widzę, jak Zając to rysuje :D
plyta podkładowa eko natural 5,5 - nie wiem, o co kaman

A na sam koniec... 
tęczowy pierd  - tak, to jest dokładne podsumowanie mojej radosnej twórczości na tym blogu :D

A na piątkowy wieczór DJ Olgita serwuje wam uroczy, prosty kawałek okraszony bardzo niepokojącym klipem. 


Udanego weekendu wam życzę!

...prezentując najdroższy BB, jaki kiedykolwiek widziałam. Dwa kolory, gramatury nie ujawnili, ale przynajmniej jest pompeczka. Filterek standardowy - trzydziecha, a na tyle, na ile się znam na składach, to jest porządnie. Chcecie poczytać więcej? No to klikać.

Ciekawe, jak by wypadł w starciu "bebikiem" od Maybelline, który aktualnie magluję (zdradzę co nieco - nie jest taki zły, choć wolałabym się trzymać określenia "krem tonujący  z filtrem"). 

+++

Postanowiłam uskutecznić "projekt denko" w najbardziej namacalnej formie, czyli zbieram puste opakowania. Oj się będzie działo!
Już pipczałam raz, teraz zapipczę po raz wtóry i dorzucę zdjęcia.
Jeszcze trwa w SuperPharmie promocja na akcesoria firmy QVS. Nigdy o niej nie czytałam, znam ją tylko z widzenia z SP. Potrzebowałam akurat pędzli - to znaczy nie jestem do końca pewna, czy naprawdę ich potrzebowałam - ale promocja -50% robi swoje i stałam się posiadaczką trzech pędzli.

Pod żadnym pozorem nie jest to pełnowymiarowa recenzja, bo pędzle mam dopiero tydzień, nie wycierpiały ze mną wiele. Po praniu nic nie wypadło, włosie się nie odkształca... Póki co - zaznaczam :) Co do włosia - jest sztuczne (oczywiście, że nie pamiętam, co to za materiał, a opakowania już dawno wyrzuciłam) i bardzo, ale to baaardzo mięciutki. Mogę zaryzykować twierdzenie, drugi z pokazywanych puchaczy jest fajniejszy w dotyku od szeroko komentowanego pędzla z EcoTools. A to już naprawdę Coś :D Wykonanie jest solidne, choć na pierwszy rzut oka nieco mniej eleganckie niż np. Hakuro (podobna półka cenowa).

Okaz nr 1 to pędzel do pokładu. Jeszcze nigdy takiego cuda nie miałam, to co sobie będę żałować. Byłam święcie przekonana, że będzie wchłaniał podkład - bo płynne i w ogóle. Jakże mało ja wiem o świecie.


po raz kolejny przekonuję się, że namiot bezcieniowy to nie taki głupi pomysł


przekrój jeszcze lekko wilgotnego pędzla



A drugi jest właśnie do pudru. Nie za duży, nie za mały, do mojej ręki i japy w sam raz ^^"


taki tam niesubtelny lansior na openera

o lol, zapomniałam o ramce. no trudno. 

Nie wiem jak wy, ale ja lekko wcieram tudzież wklepuję puder na wykończenie makijażu, taka lżejsza wersja aplikacji podkładu mineralnego. Leciutkie omiatanie tudzież smyranie twarzy pudrem to zupełnie nie moja bajka. No, ale przynajmniej w tym wypadku smyranie byłoby bardzo przyjemne :D

Trzeci pędzel to najzwyczajniejszy w świecie mały "języczek" do cieni - robienie mu zdjęć akurat było bezcelowe, bo z mojego gapiostwa nie załapał się na pranie, a co wam będę brudasa pokazywać. Fakt faktem, że jest mały i nie da się nim na raz pomalować całej powieki. 

W ten oto sposób dopełniłam dzieła zniszczenia i oficjalnie stwierdzam, że zakup kolejnych pędzli byłby niepotrzebny, bo już wszystko mam.
Przynajmniej na razie.


Oglądałam, oglądałam u innych i tak jakoś też mi się zachciało cieniowanych paznokci. Akurat przed Openerem zapuściłam naprawdę srogie łopaty, więc stwierdziłam - czemu nie? Ucięłam kawałek gąbki i rozpoczęłam tworzyć. 


Pierwsze w życiu. Podziwiajcie :D





Niestety lakier Lovely jest perłowy i niemal biały, a nałożony gąbką Mollon zaczął wchodzić w czerwień, aniżeli róż. Ogólnie czułam się jak rzeźnik z zaschniętą krwią na paznokciach x_X Słomka i Simply widziały na żywo i zaaprobowały (przynajmniej z grzeczności XD). Przy okazji zdradzę wam też, że osiągnęłam wtedy zaporową długość swoich pazurów - tak, wiem, takie nic, a ja już narzekam, że łopaty ;)

Za drugim razem zdecydowałam się na dwa intensywne kolory: różowy mat z Wibo (taki matowy to on nie jest, ale genialnie kryje i szybko schnie) i pokazywany już na blogu kobalt z Miss Sporty.




Tutaj było więcej babrania się, bo choć kobalt ma dobre krycie, to jedna warstwa wychodziła na różu fioletowo. Więc siedziałam jak ten debil z gąbeczką i poprawiałam same końcówki, starając się nie uszkodzić przejścia. 

Ogólnie jestem zadowolona z tej zabawy i choć uwielbiam połączenie intensywnych kolorów, to łatwiej się pracuje z jaśniejszą bazą. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś to powtórzę :D

Spłonę w piekle dla podłych, kłamliwych hipokrytek.

"Nie rozumiem fenomenu Maca, jak można tyle płacić za cienie?" - kupiłam odsypki pigmentów i się jaram, choć bardzo się starałam tego nie robić.

"Nigdy nie zapłacę więcej niż 10 zł za lakier do paznokci" - właśnie nabyłam w TK Maxx zestaw 3 lakierów Essie za 50 zł (przysięgam, kupiłabym też Orly i OPI, ale kolory nie przypasowały).

"Meteoryty, wtf, co to właściwie jest?" - ok, znowu odsypka z allegro, zachwycona jeszcze nie jestem, ale kto wie, kto wie...

"Zdenkuję te podkłady, które mam, zanim wezmę się kolejne z już zrobionych zapasów" - sratatata, zaraz znowu idę do mojej ulubionej konsultantki z Mario. Tak na pożegnanie z Blue City, bo mój korp się przeprowadza i skończą się spacerki w godzinach pracy.

A wy, laski wy moje, za co spłoniecie?
Będę narzekać. Szykujcie się.
Narzekałam ostatnio na Biodermę, ale koniec końców nie było tak źle. A teraz wykańczam w bólach micel od Vichy.

jak widać, posiłkuję się grafiką z kwc

Czemu w bólach?
Ano, jak dla mnie powodów jest dużo.

Usuwa makijaż oczu - jeśli przez "usuwa" rozumiemy rozmazanie po całym ryju, to ok, obietnica spełniona.
Oczyszcza skórę - na pewno nie z podkładu.
Łagodzi skórę, odpowiedni do cery wrażliwej - my ass! dawno po żadnym preparacie do oczyszczania nie byłam tak czerwona (nie wiem, czy to kwestia podrażnienia czy zdenerwowania).
Cena - złodziejska. Cena regularna z mojej butelki z SP to 43,99, promocyjna 32,99. Ja się cieszę, że dałam tylko 20 zł dzięki kuponowi (wiecie, jak ja uwielbiam kupony z SP, no co...). I to za butelkę o pojemności zaledwie 200 ml. Wydajność - jak na mnie - słabiutka.
W zasadzie ten micel powinien wylądować w kategorii "bubel", ale zasadniczo nie zrobił mi nic złego. Ot, do zmycia oka potrzebowałam wacik więcej (nawet jeśli była to tylko jedna warstwa tuszu bez cieni), tapetę musiałam dodatkowo domyć mleczkiem. Uznałabym to za całkowicie normalne działanie w erze przedmicelarnej, ale po kilku romansach (burżuj <3) wiem przecież, że wcale tak nie musi być.
Rozczarowanie.

Od 5 lat nie dzielę łazienki z mamą, więc tym bardziej lubię sobie pogrzebać w jej kosmetykach. Wczoraj wróciłam z weekendowego wypadu "za miasto" i postanowiłam, że dla odmiany skorzystam z jej zapasów. Miała jeden żel do twarzy w butelce z pompką, który chciałam wypróbować, to sobie pożyczyłam.

Dziś rzeczona matka włazi do mnie do pokoju i pyta, czy znowu jej grzebałam w szafeczce.
Ano grzebałam.
A czy zwróciłam jej żel do golenia?
Jaki żel do golenia, mamo? Nic takiego nie brałam.
No taki dość gęsty, w butelce z pompką po jakimś żelu do twarzy.

Turum tudum... Moja mina przez godzinę od tej rozmowy:




No dobrze. Sprawdzone: żel do golenia użyty do mycia japy krzywdy mi nie zrobił.
Jeszcze...

+++

Jakby ktoś jeszcze nie wiedział, to w SuperPharmie jest teraz fajna promocja: -50% na akcesoria QVS (bo pędzli nigdy za dużo) i -35% na chyba wszystkie produkty związane z opalaniem. W tym Bioderma, Avene i LPR. Zostawać filtromaniaczką i brać natychmiast!
Wczoraj dwóch mężczyzn niezależnie od siebie podjęło wysiłek ustąpienia mi miejsca w autobusie.
Pierwszy zapytał, czy ma mi ustąpić miejsca - odpowiedziałam grzecznie, że nie, nie podejrzewając niczego.
Natomiast drugi zaczął na mnie wręcz krzyczeć, że jak to tak, że w takim upale i i zwłaszcza w moim stanie, to ja koniecznie muszę siedzieć.
Wymiękłam i jak to ja, odburknęłam mu "panie, ja nie jestem w ciąży, ja po prostu jestem gruba" i poszłam na koniec autobusu, gdzie współpasażerowie może niczego nie widzieli.

Owszem, przytyłam ostatnio, ale nie podejrzewałam, że aż tak.
Aż zobaczyłam swoje zdjęcia u Simply.

Toć to jakiś 4, jak nie 5 miesiąc.

Powrót wieloryba dokonał się w pełni.

No to utłuczmy go (wiem, to takie niezgodne z PETA i w ogóle).
Znowu.


Na zawsze. 


Kto jest ze mną?
Laski, na czym mam się skupić, o czym pisać - cienie EDM czy pędzle? O Ecotoolsach nie będę pisać, bo już zostały opisane tak, że nie mam co dodać, ale o Hakuro coś jest mało w blogosferze.

+++

Lancome zarabia na mnie grubą kasę. A właściwie na moim uzależnieniu od ich perfum. Do wesołej rodzinki dołączyły właśnie Tresor Midnight Rose. Siedzę jak debil w biurze i się sztacham.

+++

W piątek gadałam ze Słomką i Simply o drogich kosmetykach, między innymi o meteorytach. Tak bardzo myślałam, że ich nie potrzebuję, że jak tylko wróciłam z Openera, to zdybałam na allegro odsypkę jakiejś limitowanki. 20 kulek za 30 zł to dobry deal, jak myślicie?

+++

Smutne obserwacje. Moja japa tak bardzo się przyzwyczaiła do droższych kremów, że teraz strzela fochy przy tańszych. Droższe = lepsze, co smuci bardzo mój portfel XD
Zaszalałam, wyjechałam, ku wielkiemu smutowi zdążyłam wrócić. Trudno mi wrócić do wstawania o 6 rano i niepicia na śniadanie piwa (jak to robiłam przez ostatnie 4 dni, ale wybaczam sobie, bo rzeczony posiłek przypadał na godzinę 14).
Opuściłam czwartkowe spotkanie blogerek, czego bardzo żałuję - ale miłość miłością, musiałam być punktualnie o 19 w openerowym namiocie ;) Za to w piątek spotkałam się ze Słomką i Simply - dziewczyny, dziękuję za wypad na plażę, dziecko betonu odhaczyło jeden punkt z wakacyjnej listy ;D (pewnie kiedyś na światło dzienne wyjdą zdjęcia z fontanną i milionem dzieciaków w tle). Wtedy wybitnie zaszalałam, życie na krawędzi, te sprawy - wylazłam na słońce bez filtra *tłumy buczą*
Dziś też zaszalałam - wyszłam do zacienionego ogródka* poczytać, ale gdzieś po drodze popełniłam błąd (stawiam na kocyk) i nie wiedzieć kiedy zasnęłam. Po 2 godzinach cienia już nie było, a ja się zorientowałam, że mimowolnie opalałam sobie spód stóp, tył nóg, oraz, proszę ja was, moje szlachetne pośladki.
Ciekawe, czy mocno słońce chwyciło. Nie żebym miała jakikolwiek pożytek z opalonej dupy, ale tak z czystej ciekawości sobie dumam, czy może nadal łatwo łapię słońce (jak za lat mych szczenięcych, gdy po tygodniowych koloniach nad polskim morzem wracałam do domu zjarana jak siedem nieszczęść - o ile one bywają zjarane).

Brawo Olga, że tak siedzisz cały dzień i jedyne, co z siebie wyrzucasz, to kilka miałkich zdań o własnym tyłku. No, popisałaś się, naprawdę, Nike ci się należy.



*ach ten spełniony drobnomieszczański sen o posiadaniu na własność kilku ździebełek trawy

Trudno jest napisać rzetelną recenzję po zaledwie dwóch użyciach, ale jestem tak oczarowana, że wprost nie mogę się opanować ;)

Moje opalanie to raczej żart, ale stwierdziłam "a dobra, jadę na kilka dni nad morze* to warto o siebie zadbać" i wykonałam klasyczną przebieżkę po moim centrum handlowym. Filtrów Ci u mnie dostatek, ale nie miałam niczego "po opalaniu". Po co sięgnęła Olga?

Oczywiście po najtańszą dostępną w SP tunkę, a okazał się nią... Pamparam...

"Lirene Dermoprogram balsam po opalaniu i kąpieli regenerująco-nawilżający" - przynajmniej tak twierdzą internety. Podobno pochodzi z serii family, ale coś ja tego nie widzę po szarym opakowaniu. Popatrzcie na grafikę ze strony Lirene:






Ale huk tam z grafiką.
I huk nawet z utrwaleniem opalenizny.

Laski... To źle zabrzmi, ale dawno nie byłam tak nawilżona :D
Genialna konsystencja, szybko się wchłania bez zostawiania filmu, a skóra zostaje w dotyku... Och mamo... Siedzę teraz jak przygłup i miziam się po ręce, bo nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. 
Nie mam pojęcia, gdzie tkwi sekretny składnik, bo chociaż nie znam się, to tyle już się naczytałam blogów ;) że wiem, że parafina i gliceryna na drugim i trzecim miejscu w składzie dupy nie urywają. 
(skład z kwc niestety różni się od tego podanego na tubie - widać zdjęcia będę musiała zrobić, żeby jakiś mały biochemik mi znalazł winnych odpowiedzialnych za genialne działanie). 


Jakieś wady..? Hm, niestety tuba ma tylko 150 ml, a ceny wahają się w okolicach 13-15 zł. Stosunek wydajność/cena troszkę jest niekorzystny, ale zapominam o tym zupełnie, jak znowu się pokiziam po ręce. 
I pozostaje tylko mieć nadzieję, że faktycznie utrwali opaleniznę - jeżeli cokolwiek się przebije przez te moje +50 :D


*przy okazji spotkam się ze Słomką, Stri i Simply - już się jaram! :D
Obiecałam, to macie.
Wróciłam do sprawdzonego L'Oreala - zdążył skubaniec przejść tuning. Nowe opakowanie, nowa zawartość - krem koloryzujący wlewamy do buteleczki z tym magicznym czymś, czego nazwy zawsze zapominam, wstrząsamy, zdejmujemy zatyczkę z dziubka i voila.
Poprzednim razem, gdy mama nakładała mi farbę, efekt był lepszy i równomierny, więc cóż, to, co teraz jest na mojej głowie, to smutna konsekwencja własnej nieudolności ;) Patrzcie, uczcie się na błędach, możecie się ze mnie śmiać - wszystkie ciosy dozwolone, zasłużyłam na to :D

Zdjęcie numer jeden - niech będzie, coś tam chwyciło.


Zdjęcie numer dwa: tutaj już widzicie, że kolor jest intensywny tylko na grzywce. Wręcz bardzo, czego nie widać na zdjęciu.

i że też ja ten kartofel zwany nosem pokazuję, dżizaskrajst!

Zdjęcie numer trzy: o tak, dokładnie o to mi nie chodziło! Obczajacie fazę? Jak smutna dziewczynka z gimnazjum. /swoją drogą to żałuję, że nie pamiętam, którego bb użyłam rano, bo widać, że po 10 godzinach nadal się dzielnie trzyma/




Jeśli kogokolwiek to interesuje, to na ustach mam ostatnią nowość z Maybelline, czyli Tint Gloss w odcieniu Forever Coral. To chyba najdroższy gadżet do ust w mojej historii - a dałam za niego jakieś 27 zł w drogerii na R ;) Dokładnie o tym samym odcieniu pisała ostatnio Atqa, a mi tylko pozostaje przychylić się do jej opinii. Przy czym u mnie crashtesty z jedzeniem i piciem wypadły nieco lepiej, a i nawet po tych 3-4 godzinach kosmetyk nie zostawał w rowkach ust (czy jest na to jakaś fachowa nazwa?!), tylko jakoś płynnie schodził całościowo. Przynajmniej 3 inne kolory też mi się spodobały, a że ostatnio jestem taka szalona (trololo) w kwestii ust, to pewnie kolejnego Tint Glossa sobie nie odpuszczę. W promocji, ofkorz.





Pamiętacie ostatniego nieszczęsnego kissboxa? Był tam róż z Bella.
Mój różyk nie przetrwał podróży i po odpakowaniu wyglądał tak:



Tragedii nie ma, ale mizianie pędzlem po czymś takim jest mocno niefajne. Przeszukałam tyle internetu ile się dało i postanowiłam bella sprasować.

Czego użyłam?
- wódka. zasadniczo internety wspominały o spirytusie, ale chwilowo tylko to miałam na stanie. wiecie, ja i mój alkoholizm. 
- zapomniana pipeta z jakiegoś serum
- drewniany patyczek do usuwania skórek
- chusteczki
- moneta w nominale jeden polski złoty XD

Jak może zdążyłyście zauważyć, ja się za bardzo nie certolę z oprzyrządowaniem. Byłby ze mnie kiepski ukręcacz własnych kremów ;)

Co zrobiłam?
1) Powstrzymałam się od wypicia wódki z sokiem.
2) Patyczkiem pokruszyłam te większe kawałki różu i umieściłam je w tej malowniczej dziurze, którą widzicie na zdjęciu.
3) Pipetką zapuściłam kilka kropelek wódeczki - tak na dobry początek.
4) Patyczkiem zamieszałam i uklepałam powstałą maź. Po drodze dodałam ze dwie czy trzy krople, bo było zbyt suche.
5) Dałam mazi trochę wyschnąć. Może z 15 minut - i dalej walczyłam z sobą, żeby nie wypić reszty wódki.
6) Nakryłam róż chusteczką, przyłożyłam monetę i zaczęłam dociskać.Nie chciało mi się tego zbyt długo i dokładnie robić, muszę przyznać.

Efekty?


Jak widać, całkiem niespodziewanie zrobiłam sobie własne custom wzorki, lepsze od tych wszystkich już wytłoczonych XD Naprawiona część różu zachowuje się tak samo jak ta nietknięta - pyli i nabiera się na pędzel tak samo. Dopiero niedawno zaczęłam się bawić w malowanie na wyższym poziomie (wiecie, róż, bronzer i rozświetlacz - chociaż nie wszystkie na raz XD) i jak na moje potrzeby, a przede wszystkim umiejętności XD to jestem bardzo zadowolona. Trwałość zależy oczywiście od tego, co nałożę sobie na japę wcześniej, ale że ze mnie taki ostatnio bebikowy potwór, to trwa cały dzień ;)

W ten sam sposób sprasowałam sobie część moich cieni mineralnych, które nie załapały się na słoiczek z sitkiem. Jakiś składnik musi tam jednak robić coś nie halo, bo cienie ostatnio zaczęły się całkiem konkretnie kruszyć przy dotknięciu pędzla. Zmiany w jakości cieni nie zauważyłam (jeszcze - i niech tak zostanie), więc będę musiała wymyślić coś innego do prasowania ich w przyszłości (jeśli kiedykolwiek jeszcze sobie coś kupię, bo moja obecna kolekcja spokojnie wystarczy na 5 lat, a w porównaniu do innych dziewczyn mam tego naprawdę mało XD). 

A jakie są wasze doświadczenia z prasowaniem/naprawianiem pokruszonych kosmetyków?
I czy może znacie dobry sposób na naprawienie złamanej pomadki? ;)

czytam

favikona pochodzi z nataliedee.com. Obsługiwane przez usługę Blogger.

Labels

15 hair project 301 346 52 AA aknenormin alessandro algi alterra ambasada piękna anthelios antyperspirant arsenał grubasa artdeco aussie autokorekta avene avon babydream baikal herbals balea balm balm balsam do ciała balsam do ust bambino bandi bareMinerals batiste baza baza pod cienie baza pod lakier bb bb cr bb cream beauty blender beauty formulas beauty friends bebeauty beblesh balm beige nacre bell bella bamba benefit berlin berry love biały jeleń biedronka bielenda bio-essence Biochemia Urody bioderma biovax blizny blogerki blogger błędy błyszczyk boi boi-ing bourjois box box of beauty ból dupy brahmi amla braziliant brodacz brokat brow bar brwi BU bubel bubel alert buty carmex cashmere ce ce med cellulit cera mieszana cera wrażliwa cetaphil CHI chillout choisee chusteczki cienie cienie w kremie cień clinique clochee color naturals color tattoo color whisper cudeńko cycki czador ćwiczenia darmocha dax debilizm demakijaż denko depilacja dermaroller diy do it yourself dobre rzeczy douglas dove dream pure ducray dwufaza ebay edm eko kosmetyki elution essence essie estetyka etude house eveline everyday minerals eyeliner faceguard fail farbowanie farmona fekkai figs rouge filtr firmoo fitness flora floslek fluid fridge fridge by yde fructis fryzjer galaxy garnier gillette glamwear glossy box glyskincare głupie cipki głupota golden rose google google analytics gratis h&m hakuro healthy mix hebe high impact himalaya hiszpania hm holiday hot pink hydrolat idealia ikea innisfree ipl iran isa dora isadora isana jillian michaels kallos kate moss katowice kącik kulturalny kelual ds kissbox kolastyna kolorówka koloryt konkurs konturówka korekta korektor korektor pod oczy kot kraków kredka kredka do brwi kredka do oczu krem krem do rąk krem do twarzy krem matujący krem na dzień krem nawilżający krem odżywczy krem pod oczy krem z kwasami kreska kutas kwas askrobinowy kwasy la roche posay lakier lakier do paznokci lakier do ust lakier do włosów lakiery teksturowe lancome laser lasting finish lawendowa farma lekarze lierac linkedin lioele lip balm lip lock lip pen lirene lista magnetyczna loccitane loreal lovely lumene lush łuk brwiowy łupież magnes makijaż manicure manuka Mary Kay marzenie maseczka maska maska do włosów maskara masło do ciała mat matowienie max factor maybe maybelline mężczyźni micel mika mikrodermabrazja miss sporty mleczko mleczko do ciała mocak mollon morze muzeum mycie mydło mydło naturalne nadwaga nail tek narzekanie natura officinalis naturalne składniki naughty nautical nawilżenie neem new leaf niedoskonałości nivea nivelazione nouveau lashes nutri gold oczy oczyszczanie odchudzanie odżywianie odżywka odżywka do paznokci odżywka do włosów off festival okulary olej olej arganowy olej kokosowy olejek olejek do mycia ombre opalanie opalenizna opener organique oriflame original source orofluido paleta magnetyczna palmers paski na nos pat rub patrzałki paznokcie pączek peel-off peeling peeling do ciała peeling do twarzy perfecta pervoe reshenie pędzel pędzle pharmaceris photoderm physiogel phyto pianka do mycia piasek piaski pierre bourdieu pkp plastry na nos płyn do demakijażu płyn micelarny podkład podróż pogromcy mitów policzki pomadka pomarańczowy porażka pr praca prasowanie propolis proteiny próbki pryszcze prysznic prywata przebarwienia przegięcie przemoc symboliczna przygody przypominajka puder puder transparentny purederm QVS real techniques regeneracja reklamacja rene furterer retinoidy revlon rimmel rossetto rossmann rozdanie rozkmina rozstępy róż różowe ryan gosling rzęsy sally hansen samoocena samoopalacz satynowy mus do ust Schwarzkopf scrub seacret seche vite sensique sephora serum serum nawilżające sesa shaun t shea shred sińce siquens skandal skin 79 skinfood skóra skóra wrażliwa sleek słońce słowa kluczowe socjologia soraya spf starry eyed stopy stylizacja suchy szampon sun ozon sypki szaleństwo szampon szkoda gadać szminka sztuka współczesna święta tag taka sytuacja tapeta tara smith tatuaż the body shop the face shop tołpa toni&guy tonik top tortury tragedia transki trądzik triple the solution truskawka tusz do rzęs twarz ujędrnienie under twenty usta uv vichy warby parker wąs weganizm wella wibo wieloryb witamina c wizaż wizażystka włosy workout wory wódka wtf wyrównanie wyszczuplanie wyzwanie yasumi yoskine yves rocher zachwyt zakupy zapach zdjęcia zenni optical zerówki ziaja złuszczanie zmywacz zmywacz do paznokcie zużycie zwiedzanie źródła odwiedzin żel żel do brwi żel do golenia żel do twarzy żel pod prysznic żel-krem życzenia