Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nivea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nivea. Pokaż wszystkie posty
Przemogłam się i po kilku latach słonecznego detoksu skusiłam się na opalenie moich bladych członków. Nie uniknęłam przy okazji opalenia ryjka, co jest teraz problematyczne przy podkładach - nie, nie mam awaryjnego pudełka z podkładami na "kiedy się opalę". Z drugiej strony na cholerę mi tapeta, gdy przy 32 stopniach wszystko się topi ;)

Odwołam się tutaj do produktów, które już na blogu się pojawiały, jak i do blogowych debiutantów. 

Zaczęło się, gdy już w zeszłym roku nieśmiało zamarzyłam o opalonych łydkach i nabyłam w Biedrze przyspieszacz opalania Kolastyny. Psikus polega na tym, że tubkę rozcięłam, zanim zrobiłam zdjęcie (klasyczna Olga), a Wizaż twierdzi, że ten kosmetyk już jest "zapomniany". KLIK
W sumie może to i lepiej, bo nabożne smarowanie się tym specyfikiem nie przyniosło żadnych wymiernych rezultatów, a ja zaczęłam się zastanawiać, czy może przypadkiem biała moja skóra na nogach straciła zdolność do przetwarzania promieni słonecznych (a może wszystkie tak skutecznie odbijała sama z siebie?). 
Jeśli ktoś zna jakiś przyspieszacz, który naprawdę przynosi rezultaty, niech da znać w komentarzu. 

O filtrach doryjnych pisałam już rozlegle tutaj i po roku muszę ciut zweryfikować swoje opinie.
Dax Sun 50 do twarzy - tłusta, biała masakra. Po kilku dniach zauważyłam, że bardzo obciąża skórę. Nie polecam. 
Babydream 50 - niewątpliwie dobry przy ochronie delikatnej skóry dzieci, ale czemu musi tak walić alkoholem? Dla dorosłych też dobry, na twarz tylko gdy nikt was nie widzi, pod makijaż w ogóle się nie sprawdza. 
Avene 50 do twarzy - sam krem w sobie jest super, nawet nałożony w dużej (czyli prawidłowej) ilości nie bieli. Niestety ma kretyńskie opakowanie, które ciężko rozciąć, a kryje w sobie wystarczająco dużo produktu na jeszcze 4-5 aplikacji. Biorąc pod uwagę, że jest to 30 ml, trzeba się zastanowić porządnie nad kupnem (chyba że macie zasobniejszy portfel i takie rzeczy nie spędzają wam snu z powiek). 
Bioderma 50 - też super, miękka tubka, 40 ml, opłaca się przy licznych promocjach.
Moim zdecydowanym faworytem w tym sezonie jest Bielenda 30, która z powodzeniem może być używana przez cały rok. 

W tym roku temat uzupełniam o pomadki ochronne z filtrem.




Pokazana powyżej Nivea Sun Protect z SPF30 - swojego zdania nie zmieniam, esencja dramatu pomadkowego. W sumie powinnam ją wypieprzyć, ale trzymam na wszelki wypadek przy biurku dla skąpego nawilżenia ust. 
L`Biotica, Ochronny balsam do ust SPF 30 - byłam, jestem i będę hejterem tak ściętych aplikatorów. Zwłaszcza, gdy wydobywany produkt jest tak gęsty,  jego rozsmarowanie i tak trzeba dokończyć palcem. Balsam L'Biotiki jest przewidziany na skrajne warunki atmosferyczne, także na wiatr i mróz, stąd pewnie taka formuła kosmetyku. Myślę, że faktycznie lepiej by się sprawdził zimą na stoku narciarskim niż latem - ostatnie, czego wszak trzeba na plaży, to gęsta warstwa tego tłuściocha (osobna sprawa - jak bez zdejmowania narciarskich rękawic go rozprowadzić). Na plus - ładny, smakowity zapach i solidna ochrona (choć mocno wyczuwalna na ustach - co kto lubi). 
Tisane Suntime - skuszona sympatią do klasycznej wersji poczyniłam zakup wersji z SPF30. Nie ma jak się przyczepić do sztyftu, który dość gładko sunie po ustach i zostawia solidną, pielęgnacyjną warstwę o przyjemnym zapachu. Byłabym szczęśliwsza, gdyby ktoś w końcu wymyślił kolorowe balsamy do ust z SPF - Suntime też zostawia taką bielącą warstwę, przez którą wyglądam jak trupek. W sumie najlepsza z całego zestawu.

Filtry do całego ciała - cóż, tu bez rewelacji. Bardziej po kosztach ;)

Soraya wodoodporny balsam SPF10 - przykład kosmetyku, który został wybrany czysto przez przypadek i równie dobrze mogło to być coś innego. Filtry podobno są fotostabilne, dziurka do wylewania nie za duża, przyjemnie pachnie. Ot, totalny przeciętniaczek, który jednak spełnia swoje zadanie.


Drugi filr znowu buchnięty z dziecięcej półki ;) Kolastyna, Dla Dzieci, Emulsja do opalania SPF 50. Prawdę mówiąc zdziwiłam się, gdy zobaczyłam, że jest to jeden z tańszych balsamów do ciała z wysoką ochroną (chociaż to tylko 150 ml). Tutaj zalecam sprawdzić supermarkety - w Carrefourze widziałam go za bodajże 18,50 zł, w drogeriach ceny zaczynają się od 22 zł. Nie maże się, sprawdza się też na twarzy - pod warunkiem, że nie nakłada się go na krem matujący (przepiękne rolowanie gwarantowane).


A jak już człowiek usmaży tego dupsztala, to wieczorem warto go czymś posmarować. Znowu propozycja Kolastyny z zasobów Biedronki i supermarketów: Nawilżający balsam po opalaniu. O, dokładnie taki:



Była to inwestycja za bodajże 8 zł i za tyle można przeboleć składniki zapachowe daleko przed pantenolem, alantoiną i elastyną. Dobrze się wchłania, niestety nie chłodzi, nie zawiera bajerów w postaci jakichś gównianych rozświetlających drobinek

A dla prawdziwych hardkorów król budżetowców, czyli balsam po opalaniu Sun Ozon z Rossmana za całe 4,99 zł. Nie wiem czemu kosmetyk regenerujący po opalaniu zawiera alkohol, ale dobra, przecież nie znam się. Ma lejącą konsystencję i dość długo się wchłania. Producent zastrzegł nawet, żeby uważać przy ubieraniu się, bo może zostawić "trwałe plamy" - żeby było śmieszniej, linijkę dalej możemy przeczytać, że nie zostawia tłustych śladów. Nie wiem jak wy, ale ja tu mam klasyczny dysonans poznawczy. Raczej nie polecam, chyba że budżet macie napięty jak baranie jaja na wiosnę.




Osobna sprawa to wszelkiego rodzaju kosmetyki brązujące do ciała - ale o tym kolejną razą :)
Macie jakieś doświadczenia z kosmetykami pokazanymi wyżej? Lub sugestie, czego warto jeszcze spróbować? Chętnie się dowiem!

Prawdopodobnie ten post miałby więcej sensu, gdybym napisała go w czwartek lub piątek, gdy dowiedziałam się o weekendowej promocji -30% na filtry w SuperPharmie. Z drugiej strony lato dopiero się zaczyna i na pewno będzie więcej podobnych okazji. 

Wstęp do filtromaniactwa: na co, po co i dlaczego. Moja krótka historia w tym zakresie zaczęła się dwa lata temu razem z retinoidami, które fotouczulają. Najpierw nastraszyły mnie moje dermatolożki, a potem sama bardzo boleśnie odkryłam, że niedostateczna ochrona przed słońcem wzmaga problem przebarwień i blizn potrądzikowych. Gdy leczenie zakończyło się sukcesem, postanowiłam sprawę kontynuować (zwłaszcza po lekturze Azjatyckiego Cukru na temat fotostarzenia i ogólnie ujmując azjatyckiej filozofii przeciwstarzeniowej). 

Muszę zastrzec przy okazji, że do noszenia filtrów nie podchodzę z religijną nabożnością przez cały rok. Owszem, wiem, że taki a taki typ promieniowania spokojnie przebija się przez chmury, szkło i szkodzi regularnie  także zimą, ale uważam, że trzeba gdzieś znaleźć zdrowy kompromis. Skóra jest w stanie przyjąć określoną dawkę rozmaitych substancji i uważam za całkowicie zbędne ładowanie na ryj dodatkowego filtra w trakcie tygodniowej śnieżycy (a takie atrakcje przecież w tym roku mieliśmy). Jeśli już zimową porą zdarzy się ładna pogoda, to ekspozycja na słońce też jest bardzo krótka - mówię tu o takiej sytuacji jak moja, gdy pracuje się (pracowało) w biurze i jedyny intensywny kontakt z promieniowaniem to było te kilkadziesiąt minut w trakcie porannej drogi do pracy (nawet mniej, jeśli jedziecie 15 stacji metrem). 
Przy normalnym funkcjonowaniu wiosną całkowicie wystarczają mi filtry zawarte w kremach na dzień, BB i podkładach (z zastrzeżeniem, że przed wyjściem z pracy najczęściej zmywałam szpachlę [pomijając oczy] i nakładałam nową warstwę filtra; nie mam większych problemów, żeby jechać do domu w takiej konfiguracji). 
Podsumowując: bitch please, bez nadgorliwości. 

Nieco większy problem pojawia się teraz, gdy słońca w końcu jest więcej. Generalnie mam w życiu poważniejsze problemy, ale pozwólmy sobie na rozkminkę: kłaść filtr, czekać aż się wchłonie i walić podkład, ryzykując bubę? Czy może BB wystarczy? A może jednak sam krem tonujący, bo coś dziś czuję się fabulous? 

Różnie bywa. Metodą prób i błędów odkryłam, które filtry lubią się z podkładami (nawet tymi cięższymi), a które są naprawdę przykre w użytkowaniu. Zaznaczam jednak, że z dwojga złego wolę, gdy twarz po użyciu filtra  się świeci niż gdy jest biała. Błysk po 15 minutach spokojnie można lekko zmatowić, a bielenie ciężko wybronić - nie lubię i nie stosuję kolorowych pudrów. Swoją drogą, jeśli ja mam problem z bieleniem, to 85% reszty osobników będzie miało jeszcze większy :D (dygresja: może to kwestia mojej estetyki, ale po prostu lubię być blada i ponoszę tego konsekwencje z pełną świadomością. że podkładów nie ma? ależ są, tylko w mniejszym wyborze i najczęściej pozostaje się trzymać sprawdzonych rozwiązań). 

Dwa lata temu niewiele myśląc poszłam do pierwszej lepszej apteki i zaopatrzyłam się w dwa Antheliosy z La Roche-Posay. Konkretnie to dwa lekkie fluidy w buteleczkach dedykowane do skóry normalnej i mieszanej: jeden biały, drugi barwiony. Z perspektywy czasu myślę, że mogłam trafić lepiej. Z drugiej strony dopiero co zaczęłam kurację Aknenorminem i przez pół roku wyglądałam jak kupa, a filtr niewiele zmieniał (zarówno na gorsze, jak i lepsze). Biały - jak łatwo się domyślić, bielił. Barwiony nadawał mi odcień pięknej cegiełki z Malborka. Błysk umiarkowany. Bardzo wysoka wydajność. 

Moją wielką zeszłoroczną miłością był azjatycki Natural Sun AQ Power Long-lasting Sun Cream SPF45 PA+++ z FaceShopa. Zupełnie nie wiem, czemu nie zainwestowałam w nową tubkę w tym roku. Na tyle na ile się da, podtrzymuję opinię - jest świetny solo, niewiele gorszy jako baza. Nie wiem jak by się sprawdził w tym roku, gdy moja cera nabrała już cech mieszanej i lubi się tłuścić w strefie T. 

W tym roku mój arsenał jest mocno rozszerzony i prezentuje się tak: 



Zacznijmy od lewej:

Bioderma Photoderm Max Creme SPF 50+ - link prowadzi do (chyba) nowej wersji w innym opakowaniu. Grunt, że krem jest przeznaczony głównie dla skóry normalnej i suchej, jest jeszcze fluid dla cery mieszanej i tłustej, który zamierzam capnąć. Wygodna, miękka tubka zawiera 40 ml bardzo dobrego produktu. Krem nie bieli jakoś drastycznie, ładnie się wchłania (prawie do matu) i dobrze współpracuje z podkładami. Kilka razy wymieszałam go z revlonowym Colorstayem (czas naglił :D) i uzyskałam wersję barwioną dopasowaną kolorystycznie <3 Przypadliśmy sobie do gustu i pozostaje mi tylko wzdychać, że tubka 40 ml to wydatek koło 70 zł, dlatego polecam poczekać na wspomniane wyżej promocje w stylu -30%. Olga daje na niego gwarancję ;)

Avene, Refleks słoneczny 50+ - nie mam pojęcia, kto się sili na poetyckie nazewnictwo w stylu refleks, ale niech będzie. Kupiłam go głównie ze względu na maleńkie, plastikowe opakowanie o pojemności 30 ml - tak do torebki. To mój ostatni nabytek z maja i jeszcze ciężko mi go ocenić, niemniej pierwsze testy wypadły pozytywnie - nie bieli. Ceny oscylują koło 50 zł, ale przecież nie byłabym sobą, gdybym nie dorwała go w promocji za 30, nie?

Nivea Sun Protect SPF 30 - tutaj celowo dałam link do KWC, bo mam podobne odczucia jak większość użytkowniczek wystawiających najniższą ocenę. Nigdy nie byłam fanką pomadek Nivei, na tą zdecydowałam się z powodu rzekomego wysokiego SPF i zakupu szczerze żałuję. Pachnie Niveą w ten zły, drażniący sposób, zostawia na ustach białą, średnio estetyczną warstwę. Na szczęście w moim wypadku nie wysusza ust, ale też ich specjalnie nie nawilża. Zmuszam się do używania jej gdy celowo się opalam (haha, taka jestem szalona) lub gdy wychodzę pobiegać i absolutnie mam w dupie, jak wyglądam. 

Dax Sun, Ochronny krem do twarzy na słońce SPF 50+ - ten krem znalazł się u mnie klasycznie za sprawą mamy - kupiła go dla siebie na wakacje, ale jak łatwo się domyślić, nie zużyła całego i teraz go wykańczam. Zdecydowanie nie jest to produkt do używania na co dzień w mieście, gdy chce się wyglądać normalnie. Nabłyszcza po prostu niemożebnie. Ze względu na niską cenę (16-18 zł) używałabym go regularnie pewnie na jakimś wyjeździe w tropiki, gdzie moje małe OCD kazałoby mi smarować się co godzinę :D Teraz zużywam go powoli tak samo jak pomadkę Nivei - w trakcie grzania dupy w ogródku lub przy okazji biegania. Obawiam się, że podatne na zapychanie cery go nie polubią.

Babydream, Krem dla dzieci SPF 50 - na KWC widnieją trzy wersje tego kremu, wklejam link do tej, która wydaje mi się odpowiednia. Wiadomo, produkt dla dzieci, rzecz jasna nie mogłam się powstrzymać i kupiłam go na wypadek awarii pozostałych. Nosiłam go w torebce całe zeszłe lato na wypadek bardzo ostrego słońca i używałam zarówno na twarz jak i odsłonięte partie ciała (kto raz poparzył sobie boleśnie ramiona, ten będzie rozsądnie nosił bluzki bez rękawków). Zalatuje alkoholem na kilometr, bielenie wchłania się po 30 minutach, twarze podatne też chyba mogą zostać zapchane. 


Podsumowując wyjątkowo krótko: charakterystyka ujawnia smutną prawdę, że w przypadku filtrów stosowanych na twarz nie ma co oszczędzać.

Smuteczek. 

czytam

favikona pochodzi z nataliedee.com. Obsługiwane przez usługę Blogger.

Labels

15 hair project 301 346 52 AA aknenormin alessandro algi alterra ambasada piękna anthelios antyperspirant arsenał grubasa artdeco aussie autokorekta avene avon babydream baikal herbals balea balm balm balsam do ciała balsam do ust bambino bandi bareMinerals batiste baza baza pod cienie baza pod lakier bb bb cr bb cream beauty blender beauty formulas beauty friends bebeauty beblesh balm beige nacre bell bella bamba benefit berlin berry love biały jeleń biedronka bielenda bio-essence Biochemia Urody bioderma biovax blizny blogerki blogger błędy błyszczyk boi boi-ing bourjois box box of beauty ból dupy brahmi amla braziliant brodacz brokat brow bar brwi BU bubel bubel alert buty carmex cashmere ce ce med cellulit cera mieszana cera wrażliwa cetaphil CHI chillout choisee chusteczki cienie cienie w kremie cień clinique clochee color naturals color tattoo color whisper cudeńko cycki czador ćwiczenia darmocha dax debilizm demakijaż denko depilacja dermaroller diy do it yourself dobre rzeczy douglas dove dream pure ducray dwufaza ebay edm eko kosmetyki elution essence essie estetyka etude house eveline everyday minerals eyeliner faceguard fail farbowanie farmona fekkai figs rouge filtr firmoo fitness flora floslek fluid fridge fridge by yde fructis fryzjer galaxy garnier gillette glamwear glossy box glyskincare głupie cipki głupota golden rose google google analytics gratis h&m hakuro healthy mix hebe high impact himalaya hiszpania hm holiday hot pink hydrolat idealia ikea innisfree ipl iran isa dora isadora isana jillian michaels kallos kate moss katowice kącik kulturalny kelual ds kissbox kolastyna kolorówka koloryt konkurs konturówka korekta korektor korektor pod oczy kot kraków kredka kredka do brwi kredka do oczu krem krem do rąk krem do twarzy krem matujący krem na dzień krem nawilżający krem odżywczy krem pod oczy krem z kwasami kreska kutas kwas askrobinowy kwasy la roche posay lakier lakier do paznokci lakier do ust lakier do włosów lakiery teksturowe lancome laser lasting finish lawendowa farma lekarze lierac linkedin lioele lip balm lip lock lip pen lirene lista magnetyczna loccitane lodówka loreal lovely lumene lush łuk brwiowy łupież magnes makijaż manicure manuka Mary Kay marzenie maseczka maska maska do włosów maskara masło do ciała mat matowienie max factor maybe maybelline mężczyźni micel mika mikrodermabrazja miss sporty mleczko mleczko do ciała mocak mollon morze muzeum mycie mydło mydło naturalne nadwaga nail tek nails narzekanie natura officinalis naturalne składniki naughty nautical nawilżenie neem new leaf niedoskonałości nivea nivelazione nouveau lashes nutri gold oczy oczyszczanie odchudzanie odżywianie odżywka odżywka do paznokci odżywka do włosów off festival okulary olej olej arganowy olej kokosowy olejek olejek do mycia ombre opalanie opalenizna opener organique oriflame original source orofluido paleta magnetyczna palmers paski na nos pat rub patrzałki paznokcie pączek peel-off peeling peeling do ciała peeling do twarzy perfecta pervoe reshenie pędzel pędzle pharmaceris photoderm physiogel phyto pianka do mycia piasek piaski pierre bourdieu pkp plastry na nos płyn do demakijażu płyn micelarny podkład podróż pogromcy mitów policzki pomadka pomarańczowy porażka pr praca prasowanie propolis proteiny próbki pryszcze prysznic prywata przebarwienia przechowywanie przegięcie przemoc symboliczna przygody przypominajka puder puder transparentny purederm QVS real techniques regeneracja reklamacja rene furterer retinoidy revlon rimmel rossetto rossmann rozdanie rozkmina rozstępy róż różowe ryan gosling rzęsy sally hansen samoocena samoopalacz satynowy mus do ust Schwarzkopf scrub seacret seche vite sensique sephora serum serum nawilżające sesa shaun t shea shred sińce siquens skandal skin 79 skinfood skóra skóra wrażliwa sleek słońce słowa kluczowe socjologia soraya spf starry eyed stopy stylizacja suchy szampon sun ozon sypki szaleństwo szampon szkoda gadać szminka sztuka współczesna święta tag taka sytuacja tapeta tara smith tatuaż the body shop the face shop tołpa toni&guy tonik top tortury tragedia transki trądzik triple the solution truskawka tusz do rzęs twarz ujędrnienie under twenty usta uv vichy warby parker wąs weganizm wella wibo wieloryb witamina c wizaż wizażystka włosy workout wory wódka wtf wyrównanie wyszczuplanie wyzwanie yasumi yoskine yves rocher zachwyt zakupy zapach zdjęcia zenni optical zerówki ziaja złuszczanie zmywacz zmywacz do paznokcie zużycie zwiedzanie źródła odwiedzin żel żel do brwi żel do golenia żel do twarzy żel pod prysznic żel-krem życzenia