Zaczynam krążyć koło tematu depilacji laserowej lub IPL wąsa i brody. 

*temat może genderowo niepoprawny w świetle ostatniej Eurowizji, prawdopodobnie powinnam się ze swoim owłosieniem wesoło obnosić*

Przetrząsnęłam już 3/4 internetów, ale mało jest moim zdaniem rzetelnych opinii kobiet, które zabiegowi się poddały. Lubię się dowiedzieć czegoś z pierwszej ręki, stąd moje pytanie do Was, Czytelniczek: czy miałyście do czynienia z tymi zabiegami? Lub wasze znajome, krewne? Pomijam na razie ceny, interesuje mnie w pierwszej kolejności
- skuteczność
- upierdliwość zabiegu
- ewentualne podrażnienia i inne skutki uboczne. 

Ktoś poratuje wiedzą? ;)



Wiesz, że przychodzi czas na pozbycie się jakiegoś kosmetyku, gdy jego nowa, odświeżona wersja jest na rynku od roku czy jakoś tak... 

Zdecydowałam więc na pożegnanie się z podkładem Bourjois Healthy Mix w najjaśniejszym odcieniu 51, choć całości nie zużyłam.. Po zużyciu 20% zepsuła mi się pompka, więc resztę wygrzebywałam ponad rok, co pewnie nie było zbyt higieniczne, ale co tam. Bardzo lubiłam starą wersję HM za świeży, zdrowy glow, pokrycie niedoskonałości dwiema cienkimi warstwami produktu i wyjątkową trwałość. Recenzje nowszej wersji wskazują na to, że ktoś gdzieś chciał być za fajny i zepsuł całkowicie porządny, udany produkt. Mam chęć wypróbować inne podkłady Bourjois, jeśli kiedykolwiek zużyję to, co mam teraz w zapasach. Jakieś sugestie dla cery mieszanej z lekką tendencją w stronę tłustej?





Miałam też od zamierzchłych czasów żel do stylizacji brwi z serii Giordani Gold z Oriflame. Niegdyś przezroczysty żel zabrudził się, gdyż nanosiłam go na brwi poprawione cieniem - stąd teraz na zdjęciu może to wyglądać nieco obleśnie :P Szczoteczka raczej z tych większych, niemniej wygodna. Żel robił dokładnie to, do czego został stworzony, czyli ujarzmiał brwi w sposób, jaki sobie tego życzyłam. Myślę, że żele za 8 zł robią dokładnie to samo, więc jakoś nie widzę sensu w płaceniu za niego aż 30 zł w regularnej cenie.





Wymęczyłam ostatnio truskawkowego Carmexa w tubce. Po latach eksperymentów doszłam do wniosku, że tak jak najbardziej lubię Carmex w sztyfcie, tak wersja truskawkowa jest najmilsza mym, yyyy, zmysłom. Podobno gdzieś na rynku pojawiają się truskawkowe sztyfty, ale nie było mi dane tego cuda oglądać. Swego czasu testowałam tubki w wersji miętowej i z zieloną herbatą - esencja dramatu, nie polecam nikomu, chyba że ktoś ma fetysz gorzkiego posmaku i pieczenia ust.

Zdecydowanie moim największym rozczarowaniem w tym roku jest powrót do maskary High Impact od Clinique.


High Impact była moją pierwszą "dorosłą" maskarą, którą dostałam od mamy, gdy miałam 17 lat. Warto tu zaznaczyć, że przerobiłam dwa opakowania - obydwa kupione w USA (uuu, że ja niby taka światowa, ę-ą). Niemniej było to odpowiednio 8 i 6 lat temu (jezusicku, jaka ja stara!). Z HI byłam bardzo zadowolona, choć trzeba tu mieć na względzie, że były to czasy, gdy o makijażu nie wiedziałam totalnie nic, a moje wymagania były zupełnie inne niż teraz. Cóż, postanowiłam zrobić mały powrót do przeszłości i moje trzecie spotkanie z kultowym kosmetykiem skończyło się - oględnie mówiąc - rozczarowaniem.
Mokra konsystencja przy takiej szczocie i moich rzęsach daje solidne pogrubienie - owszem, mam trzy grube, posklejane kępki rzęs, które trzeba cierpliwie rozczesać grzebykiem. Dopiero druga warstwa na takim podkładzie daje jako-taki efekt, przy czym wtedy na końcach pojawiają się klumpy. Coś za coś. Żeby było weselej, HI robiła mi umiarkowaną pandę pod oczami po około 6-7 godzinach - samo pandowanie mnie aż tak nie mierzi, wliczam to w ryzyko, ale 6 godzin to dla mnie wynik po prostu żenujący (zero płaczu, umiarkowana temperatura, bez przygód w stylu deszcz). A na dokładkę - bardzo upierdliwe zmywanie nawet bez dodatków w stylu cienie czy kredki.
Dałam jej miesiąc, żeby podeschła. Nic się nie zmieniło, a mnie szlag trafił i mamrocząc pod nosem najpiękniejsze polskie przekleństwa, jakie możecie sobie imaginować, znalazłam jej nowy domek. Koleżanka jest zadowolona.

Ostatni kosmetyk, który mnie wkurzył, to hipoalergiczny żel do mycia twarzy dla cery normalnej i mieszanej marki Biały Jeleń.

kwc
W teorii żel ma delikatnie oczyszczać zarówno zanieczyszczenia, jak i makijaż. Robi to tak delikatnie i ostrożnie, że makijaż zostaje niemal nietknięty. Ba, nawet mycie twarzy rano jest takie jakieś... bardzo, bardzo pozorne. Żel prawie się nie pieni pomimo SLS* na drugim miejscu (!!!) i trzeba go dość solidnie wylać, aby cokolwiek zdziałać. Nie wątpię, że dla osób z alergiami skórnymi może to być zaleta, ale skoro domycie nocnego sebum, którego nie produkuję tak dużo, przerasta możliwości tego żelu, to sorry, alergikom też nie zrobi dobrze.
Po zużyciu połowy flaszki postanowiłam nie pieprzyć się w kosmetyki hipoalergiczne i kupiłam chamski żel dla pryszczatych nastolatków. Reszta służy mi do mycia pędzli - ale tylko tych utytłanych w suchych pudrach i cieniach, bo podkłady i inne kremowy formuły tkwią wesoło na pędzlach tak jak tkwiły (czyli szampon Babydream radzi sobie lepiej w kwestii mycia niż ten żel, a to już bardzo poważny zarzut).


*hipoalergiczny nie znaczy "w ogóle nie uczula", tylko "jest mniejsza szansa". SLS powinno tu być mniej w porównaniu do podobnych kosmetyków, a i tak jestem rozczarowana, chociaż tak na dobre to przestałam się tym badziewiem przejmować.

+++

Mam do wykorzystania do końca czerwca bon sodexo i jak przystało na warszawską lampucerę, która od dawna się nie rozpieszczała, postanowiłam go zrealizować w drogerii. Stwierdziłam że nie będę się rozmieniać na drobne w SuperPharmie i zaszaleję sobie w Sephorze lub Douglasie.
I tu pojawia się kłopot - po wstępnym rekonesansie stwierdziłam, że niemal wszelkie moje zachciewajki kosmetyczne są spełnione. Serio, nie mam czego sobie tam kupić - z tych nieco praktyczniejszych rzeczy, do których nie musiałabym dopłacać drugie tyle.
Rok temu byłoby mi smutno, teraz myślę - Olcia, chyba dorastasz.


Przepieprzam mnóstwo czasu na Thought Catalog i miałam mnóstwo radości czytając tekst 10 things your hairstylist wants you to know. Po moich ostatnich doświadczeniach myślę, że niektórym ludziom przydałaby się podobna lista, tylko w wersji makijażowej (w sumie do zastosowania u makijażystki, jak i w sklepie).
Pragnę mimo wszystko zaznaczyć: to, że skończyłam jeden kurs wizażu pół rok temu i dorabiam sobie jako wizażystka nie czyni ze mnie eksperta. Nie zjadłam wszystkich rozumów, nie uważam, że doskonale wiem, co innym będzie służyło najlepiej. Pewne opinie i poglądy w poszczególnych estetycznych wyborach mam dość mocno wyrobione (nie cierpię mocno wytuszowanych dolnych rzęs, nie cierpię i już), niemniej nie narzucam ich innym - to klientka ma się czuć dobrze (lub ewentualnie aktorka ma wyglądać tak, jak sobie tego życzy reżyser). Znam doskonale swoje ograniczenia i staram się nie przedobrzać. Z tego założenia wychodzę przy pisaniu tego, co następuje dalej.

Prędzej czy później zdarza się Okazja, gdy babeczka myśli sobie "muszę wyglądać oszałamiająco tego dnia, a sama nie dam rady się tak wysuczyć". I babeczka trafia do makijażystki, której nie potrafi odpowiedzieć na podstawowe pytania, a tylko zaczyna narzekać i uzewnętrzniać się, jaka to ona w sumie jest zaniedbana. Coś jak przy pierwszym profesjonalnym pedicure w życiu - nie znam laski, która by nie usiadła na fotelu i nie zaczęła perorować, jakiego hobbita tudzież skamieliny sobie nie wyhodowała (z drugiej strony nie rozmawiałam z wieloma kobietami na temat ich doświadczeń w tym zakresie, niemniej jest to pewna prawidłowość - "przepraszam, że ma pani tyle roboty, ale w sumie to nie chce mi się regularnie smarować stóp" :P).
Żeby zostać dobrze obsłużonym, trzeba znać swoje potrzeby i umieć je wyartykułować, z czym niestety jest nieco gorzej.

  1. To ty wiesz, na jaką imprezę będzie potrzebny ten makijaż. Ślubny to w ogóle jazda bez trzymanki, ale jeśli idziesz na ślub jako gość, to chyba wiesz, w jakim towarzystwie będziesz i na co możesz sobie pozwolić. Jeśli potrzebujesz makijażu wieczorowego, to też trzeba o tym głośno powiedzieć - bal, bankiet, spotkanie z kosmitami? Serio, każda okazja wymaga innego podejścia. 
  2. Znasz swoją skórę najlepiej. Opowiedz jak najwięcej - ale tych istotnych informacji. Makijażystka nie musi wiedzieć, ile lat leczyłaś trądzik, sama mniej więcej po krótkich oględzinach może się domyślić, czy masz skórę suchą czy tłustą, ale nie zostawiaj jej tego w ramach domyślania się. Czy masz jakieś alergie skórne? A może skóra jest płytko unaczyniona i szybko się czerwieni? Jak reagują oczy przy malowaniu - czy np. od razu łzawisz? 
  3. Nie jesteś Angeliną Jolie. I nigdy nie będziesz. Dobra wiadomość jest taka, że makijaż może wiele zmienić, stworzyć pewne iluzje - krótkotrwałe. W przypadku konkretnych cech urody pewne fakty musisz przyjąć na klatę i nauczyć się je obsługiwać. Okrągłą twarz da się wyszczuplić, małe usta odrobinę powiększyć, nos wyprostować - to wszystko kwestia optyki. Lub chirurga. Twoja makijażystka zrobi wszystko, żeby defekty ukryć, a zalety podkreślić, ale...
  4. ...twoja makijażystka nie jest cudotwórcą. Oszałamiający efekt końcowy ma swoje źródło w odpowiedniej pielęgnacji, systematyczności i zdrowej dawce próżności. Jeśli przychodzi mi na fotel kobieta dobiegająca 40-tki, która po pytaniu o rodzaj cery odpowiada "straszna" i uśmiecha się, jakby nie miała z tym nic wspólnego, to mam ochotę wytargać ją za ucho. Owszem, nie ma przymusu dbania o siebie, można być potwornie zabieganym, można zwalić wszystko na hormony - ale żaden podkład, nawet najdroższy, nie będzie wyglądał dobrze na przesuszonej skórze. Lub takiej pokrytej krostkami. Pewne rzeczy można ukryć, ale czy naprawdę chcesz wyglądać bardziej jak woskowa lalka niż żywy człowiek? Masz krótkie, proste rzęsy, nie umówiłyście się na sztuczne? Dziewczyna użyje najlepszego tuszu, jaki zna i ma w swojej kosmetyczce, ale firanek nie będziesz mieć. Przychodzisz ze zdjęciem konkretnego makijażu oczu? To super! Jeśli będzie pasował do kształtu i rozstawu oczu, a dalej do całej twarzy - nie ma najmniejszego problemu, jedziemy z koksem. 
  5. Sama najlepiej wiesz, w czym się dobrze czujesz. Odważny kolor szminki to według Ciebie cokolwiek innego odbiegającego od naturalnego kolorytu ust, a laska zasadza się na Ciebie ze strażacką czerwienią? Mówisz o tym. Lubisz kolorowe kreski, a okazja jest taka, że możesz zaszaleć? Tym lepiej, czarne linery i kredki zostaw sobie do biura. 
Na podstawie tej krótkiej listy można odnieść wrażenie, że jestem bardzo roszczeniowa i wymagam od klientek cyrografu podpisanego krwią, całodniowej wizyty w spa przed przyjściem do mnie i nakierowania mnie od samego początku, co mam robić. Cóż, zasadniczo wtedy stałabym się zbędna ;) Nie jest też tak, że napotykam same zapuszczone pasztety, które ze względów ideologicznych używają przez całe życie tylko kremu Nivea. 
Dla mnie komunikacja i wzajemne zrozumienie są kluczowe w każdym aspekcie życia - także wtedy, gdy biorę do ręki pędzle i robiąc często małe rzeczy sprawiam, że kobieta po spojrzeniu w lustro nabiera niespotykanej pewności siebie. Ot, takie jest moje przesłanie. 

+++

Oczywiście można by tu zacząć snuć opowieść o naturalnym pięknie, którego nie trzeba poprawiać. O tym, że jesteśmy idealne takie, jakie jesteśmy, raw beauty i reszta tego modnego teraz shitu. 
Jakie jest moje podejście? W wersji cynicznej mówię zdecydowanie "nie", bo byłabym wtedy bezrobotna ;) Natomiast szczerze wierzę w zdrową próżność - czyli ten wewnętrzny drive, który popycha nas do tego, żeby zrobić dokładnie tyle, żebyśmy się same sobie podobały - a nie komuś innemu. 
A to, jak to się przejawia, to już zupełnie inna sprawa :)



czytam

favikona pochodzi z nataliedee.com. Obsługiwane przez usługę Blogger.

Labels

15 hair project 301 346 52 AA aknenormin alessandro algi alterra ambasada piękna anthelios antyperspirant arsenał grubasa artdeco aussie autokorekta avene avon babydream baikal herbals balea balm balm balsam do ciała balsam do ust bambino bandi bareMinerals batiste baza baza pod cienie baza pod lakier bb bb cr bb cream beauty blender beauty formulas beauty friends bebeauty beblesh balm beige nacre bell bella bamba benefit berlin berry love biały jeleń biedronka bielenda bio-essence Biochemia Urody bioderma biovax blizny blogerki blogger błędy błyszczyk boi boi-ing bourjois box box of beauty ból dupy brahmi amla braziliant brodacz brokat brow bar brwi BU bubel bubel alert buty carmex cashmere ce ce med cellulit cera mieszana cera wrażliwa cetaphil CHI chillout choisee chusteczki cienie cienie w kremie cień clinique clochee color naturals color tattoo color whisper cudeńko cycki czador ćwiczenia darmocha dax debilizm demakijaż denko depilacja dermaroller diy do it yourself dobre rzeczy douglas dove dream pure ducray dwufaza ebay edm eko kosmetyki elution essence essie estetyka etude house eveline everyday minerals eyeliner faceguard fail farbowanie farmona fekkai figs rouge filtr firmoo fitness flora floslek fluid fridge fridge by yde fructis fryzjer galaxy garnier gillette glamwear glossy box glyskincare głupie cipki głupota golden rose google google analytics gratis h&m hakuro healthy mix hebe high impact himalaya hiszpania hm holiday hot pink hydrolat idealia ikea innisfree ipl iran isa dora isadora isana jillian michaels kallos kate moss katowice kącik kulturalny kelual ds kissbox kolastyna kolorówka koloryt konkurs konturówka korekta korektor korektor pod oczy kot kraków kredka kredka do brwi kredka do oczu krem krem do rąk krem do twarzy krem matujący krem na dzień krem nawilżający krem odżywczy krem pod oczy krem z kwasami kreska kutas kwas askrobinowy kwasy la roche posay lakier lakier do paznokci lakier do ust lakier do włosów lakiery teksturowe lancome laser lasting finish lawendowa farma lekarze lierac linkedin lioele lip balm lip lock lip pen lirene lista magnetyczna loccitane loreal lovely lumene lush łuk brwiowy łupież magnes makijaż manicure manuka Mary Kay marzenie maseczka maska maska do włosów maskara masło do ciała mat matowienie max factor maybe maybelline mężczyźni micel mika mikrodermabrazja miss sporty mleczko mleczko do ciała mocak mollon morze muzeum mycie mydło mydło naturalne nadwaga nail tek narzekanie natura officinalis naturalne składniki naughty nautical nawilżenie neem new leaf niedoskonałości nivea nivelazione nouveau lashes nutri gold oczy oczyszczanie odchudzanie odżywianie odżywka odżywka do paznokci odżywka do włosów off festival okulary olej olej arganowy olej kokosowy olejek olejek do mycia ombre opalanie opalenizna opener organique oriflame original source orofluido paleta magnetyczna palmers paski na nos pat rub patrzałki paznokcie pączek peel-off peeling peeling do ciała peeling do twarzy perfecta pervoe reshenie pędzel pędzle pharmaceris photoderm physiogel phyto pianka do mycia piasek piaski pierre bourdieu pkp plastry na nos płyn do demakijażu płyn micelarny podkład podróż pogromcy mitów policzki pomadka pomarańczowy porażka pr praca prasowanie propolis proteiny próbki pryszcze prysznic prywata przebarwienia przegięcie przemoc symboliczna przygody przypominajka puder puder transparentny purederm QVS real techniques regeneracja reklamacja rene furterer retinoidy revlon rimmel rossetto rossmann rozdanie rozkmina rozstępy róż różowe ryan gosling rzęsy sally hansen samoocena samoopalacz satynowy mus do ust Schwarzkopf scrub seacret seche vite sensique sephora serum serum nawilżające sesa shaun t shea shred sińce siquens skandal skin 79 skinfood skóra skóra wrażliwa sleek słońce słowa kluczowe socjologia soraya spf starry eyed stopy stylizacja suchy szampon sun ozon sypki szaleństwo szampon szkoda gadać szminka sztuka współczesna święta tag taka sytuacja tapeta tara smith tatuaż the body shop the face shop tołpa toni&guy tonik top tortury tragedia transki trądzik triple the solution truskawka tusz do rzęs twarz ujędrnienie under twenty usta uv vichy warby parker wąs weganizm wella wibo wieloryb witamina c wizaż wizażystka włosy workout wory wódka wtf wyrównanie wyszczuplanie wyzwanie yasumi yoskine yves rocher zachwyt zakupy zapach zdjęcia zenni optical zerówki ziaja złuszczanie zmywacz zmywacz do paznokcie zużycie zwiedzanie źródła odwiedzin żel żel do brwi żel do golenia żel do twarzy żel pod prysznic żel-krem życzenia