pierwsze wrażenia - CHI

/
2 Comments
Pamiętacie ten wpis, gdzie pisałam o zakupowym potworze? (tak, z tym porównaniem to wzorowałam się na pewnym popularnym blogu, jeśli autorka kiedyś to odkryje - to był mój hołd, a nie zżyna! serio!).
We wtorek przyjechała do mnie kurierem wyziębiona na amen paczka pełna łakoci z Ambasady Piękna. Prawie wszystko mi zamarzło - co nie zamarzło, to już wiem, że alkohol i fuj fuj ;) (dobra, zbijam się)
Nie będę teraz pisać o wszystkim, co kupiłam, bo to nie ma sensu, skrobnę tylko szybko o tym, co już wpadło w moje łapska i/lub na moje włosy.

Na dobry początek opowiem o serii CHI Organics, bo na swój sposób niemożebnie mnie bawi. Oto opis serii z polskiej strony Farouk:


  • Linia Odżywcza Terapia Oliwkowa charakteryzuje się czystym zapachem, który zawiera olejek z palczatki cytrynowej. 
  • Mieszanka organicznych olejków składa się z bazylii, rumianku, geranium, palczatki cytrynowej, majeranku i mięty pieprzowej. 
  • Mieszanka naturalnych ekstraktów zawiera pokrzywę, tymianek, rzeżuchę i kozieradkę. 
  • Naturalny organiczny olej zawiera czystą oliwę z oliwek pochodzących z naturalnych plantacji oraz ziarno czarnego kminku i działający przeciwzapalnie olejek tamanu. 
  • Wyciąg z liści drzewa oliwnego, naturalna substancja przeciwutleniająca i antybakteryjna, zawiera 10% oleuropeiny, potężnej substancji fitoodżywczej.

Mam ostatnio dziwnego farta do jadalnych zapachów, więc oczywiście cała ta seria pachnie ziołowo-oliwowo. Według mnie dominuje majeranek z bazylią - zupełnie niespodziewanie się jakoś włosko zrobiło :D Mnie zapach nie odrzuca, ale też nie jest on tak cudowny, żebym się wwąchiwała jak w bananowe cuda z TBS. Trochę go potem czuć na włosach - myślę, że to może przeszkadzać dziewczynom, które są przyzwyczajone do włosów pachnących fiołkami czy czymś w ten deseń.


Odżywczy szampon oliwkowy
  • Oliwkowy szampon wolny od siarczanów i parabenu. 
  • Zawiera organiczne olejki eteryczne gwarantowanej jakości, naturalne oleje oraz specjalny zestaw ekstraktów. 
  • Odżywia, nawilża i chroni włosy. 
  • Zapewnia zbilansowaną pielęgnację włosów, dba o zachowanie ich koloru. 
  • Nałożyć niewielką ilość Odżywczego Szamponu Oliwkowego na mokre włosy i wmasować, aż powstanie rozkoszna, obfita piana. Dokładnie spłukać. Czynność można powtórzyć.

Szampon dobrze zmywa oleje - a przynajmniej z migdałową Vatiką póki co sobie radzi. Piany nie nazwałabym "rozkoszną", ale faktycznie jest obfita. Po dwukrotnym umyciu czułam, że są dobrze nawilżone, niepodatne na plątanie i pewnie obyłoby się bez odżywki, ale ja po prostu nie umiem nie nałożyć odżywki. Jest mi to całkowicie obce i wręcz nienaturalne (nawet jeśli potem ładuję na głowę inne specyfiki xdd). Póki co jestem zadowolona :)

Dobra, a co z odżywką?


  • Oliwkowa odżywka wolna od siarczanów i parabenu. 
  • Zawiera organiczne olejki eteryczne gwarantowanej jakości, naturalne oleje oraz specjalny zestaw ekstraktów. 
  • Zapewnia zbilansowane odżywienie, nawilża i chroni włosy. 
  • Zachowuje trwałość koloru. 
  • Eliminuje elektryzowanie się i ułatwia rozczesywanie. 
  • Po umyciu Odżywczym Szamponem Oliwkowym nałożyć sporą ilość Odżywki Oliwkowej i rozprowadzić równomiernie na włosach. Pozostawić 1 minutę, a następnie spłukać. 
Odżywka jest bardzo gęsta, ale mimo wszystko musiałam jej całkiem dużo nałożyć - dużo nawet jak na moje włosy (obecnie prawie-do-łopatek). Ale, mon dieu, jakie te włosy były potem szczęśliwe. Co prawda stosuję jeszcze inne preparaty, niemniej jestem przekonana, że ta odżywka dobrze zrobiła moim włosom.

Ostatni produkt to Odżywcza Regeneracja Oliwkowa (czyli nic innego jak maska)


  • Odżywcza Oliwkowa Kuracja Regenerująca nie zawiera parabenu. 
  • Zawiera organiczne olejki eteryczne z certyfikatem jakości, naturalne oleje i specjalny zestaw regenerujący. 
  • Odbudowuje suche i zniszczone, osłabione trwałą ondulacją lub farbowaniem włosy. 
  • Kuracja rekonstruuje, odnawia i odpowiednio nawilża włosy, które po jej zastosowaniu nabierają miękkości i świetlistego blasku. 
  • Stosowanie: po umyciu szamponem nanieś sporą ilość Oliwkowej Kuracji Regenerującej i rozprowadzić równomiernie na włosach. Zostawić na ok.3 minuty, po czym spłukać. Dla zwiększenia intensywności zabiegu, zostawić maskę na włosach przez ok. 15 minut. Można ogrzewać włosy suszarką lub zawinąć w gorący ręcznik. Spłukać.
Ja oczywiście zawinęłam sobie w ręcznik na pół godziny, podgrzewałam suszarką dobre dziesięć minut (na swój sposób próbuję sprawdzić, co jest w stanie obciażyć moje włosy. na razie chyba nic). I włosy znowu były szczęśliwe. Gładkie, mięciusie (nawet nie miękkie, tylko mięciusie), błyszczące. Wcześniej tylko błyszczały (no, może były fajne w dotyku... ale na pewno nie mięciusie. sorki, uwielbiam dźwięk tego słowa, więc gdy je piszę, to przy okazji je sobie mówię na głos. i miziam się po kudłach. tak, mam fajne rozrywki w sobotę wieczór, wiem).

Żel, sprej i olejek czekają na swoją kolej. Wypróbowałam jeszcze keratynę w mgiełce (tak, keratin mist :P ), która teoretycznie wchodzi w skład serii CHI Infra do włosów farbowanych. "Teoretycznie", bo jest pokazana w tej serii, ma taki sam kolorek, ale w nazwie nie ma "infra", więc cholera wi, jak to jest :x
Jest to typowa odżywka w spreju bez spłukiwania. I wiecie co... Chyba dzięki niej nie będę potrzebować faszerowania włosów samą keratyną. Ba, zdetronizowała moją ukochaną odżywkę z olejkiem arganowym. Jeszcze nie wiem, jak to z ochroną koloru u niej jest, ale doskonale sprawdza się przy suszeniu suszarką - zarówno jako ochrona przed temperaturą, jak i kosmetyk do stylizacji. Tych drugich prawie nie używam, bo  zawsze się boję, że nawalę sobie tego za dużo i skleję włosy na amen, albo w ogóle przeciążę włosy (w sensie wiecie, lubię te moje kudły i tak myślę że sroga maska z keratyną + odżywka bez spłukiwania + coś do psiuknięnia do ochrony przed temperaturą + coś do stylizacji = za dużo). A ta keratynowa mgiełka spełnia zadania wymienionych wcześniej czterech kosmetyków... <uwaga, zaraz rzygnę tęczą>

Coś jeszcze? CHI ma lakiery do paznokci - i to tanie jak barszcz. Miałam nie kupować, ale głupia jestem i jak widzę cenę 2,50 (tak, dobrze widzicie) to robię się jeszcze głupsza. Z kolorem totalnie nie trafiłam. Zamówiona pomarańczka okazała się być w rzeczywistości dziwnym koralem... Ja tego koloru nie potrafię określić, na zdjęciach nie udało mi się go złapać. Przywołam więc wspomnienia: gdy byłam w podstawówce, rodzice wysyłali mnie latem na kolonie nad morze (ja pieprzę, to było więcej niż 10 lat temu. przypomnijcie sobie, jakie żarówiaste kolory wtedy dominowały). Jak każda 11-letnia gówniara, która "wyrwała się" z domu na takie kolonie, dostawałam świra przy tych wszystkich wakacyjnych straganach, gdzie sprzedawano obrazki papieża w ramce z muszelek, ciupagi, chińskie wisiorki i piardyliard podobnego badziewia. A każda gówniara bardzo chciała być dorosła - farbowanie włosów było zbyt drastyczne, bo jednak kolonie kiedyś się kończą, a malowanie paznokci było w sam raz. Łatwo się tego pozbyć, nawet można ukryć 2 dni przed wychowawczynią kolonii (trololo) i w ogóle czad. Kupowało się wtedy na tych straganach takie lakiery za 2 czy 3 złote w najgorszych, najbardziej jaskrawych kolorach. I ten mój jaskrawy koral jest właśnie wypisz wymaluj godny gówniary z kolonii we Władysławowie...
Z tego miejsca ostrzegam was przed lakierem ceramicznym CHI, numerek 044, a nazwa jakże wymowna i pasująca do sytuacji - "Drama mama".
Pastwię się nad tym lakierem, hm, może potraktuję go jakimś topem... Ale kolor to nie wszystko. Bo lakier broni się trwałością.

O fak, właśnie przeczytałam info od Farouka - lakiery powstawały we wspołpracy z NASA.
Czekajcie, idę się jeszcze poturlać ze śmiechu.

Fakty są takie: dwie cienkie warstwy prześwitują, ale nie jakoś drastycznie. I NASA zrobiła dobrą robotę, bo lakier na moich teflonowych pazurach trzyma się trzeci dzień bez zarzutu - nie ma nawet obtartych końcówek, są tylko dwa maleńkie (trzeba wysilić wzrok) odpryski od zbyt energicznego otwierania butelek. Wybaczcie, nie sprawdzę, jak przetrwa w pracy, bo nie pójdę z tą żarówą do sklepu, gdzie będę gościnnie przez kilka dni XD

Dotrwałyście do końca? Biję wam brawo! :)





You may also like

2 komentarze:

  1. Dotrwałam! :) Musisz koniecznie przedstawić recenzje tych produktów do włosów, szczególnie ten szampon oliwkowy mnie interesuje :)
    A kolor drama mama sprawdziłam i jeśli ma kolor taki, jak buteleczka to faktycznie - lata 90te, wspomnień czar :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recenzje będą na 100%, szampon najszybciej bo skubany mało wydajny jest xdd

      Usuń

Każdy komentarz sprawia, że gdzieś na świecie uśmiecha się panda. Ale bezczelny spam sprawia, że panda płacze. Nie smuć pandy i nie spamuj, proszę.

Blog Archive

czytam

favikona pochodzi z nataliedee.com. Obsługiwane przez usługę Blogger.

Labels

15 hair project 301 346 52 AA aknenormin alessandro algi alterra ambasada piękna anthelios antyperspirant arsenał grubasa artdeco aussie autokorekta avene avon babydream baikal herbals balea balm balm balsam do ciała balsam do ust bambino bandi bareMinerals batiste baza baza pod cienie baza pod lakier bb bb cr bb cream beauty blender beauty formulas beauty friends bebeauty beblesh balm beige nacre bell bella bamba benefit berlin berry love biały jeleń biedronka bielenda bio-essence Biochemia Urody bioderma biovax blizny blogerki blogger błędy błyszczyk boi boi-ing bourjois box box of beauty ból dupy brahmi amla braziliant brodacz brokat brow bar brwi BU bubel bubel alert buty carmex cashmere ce ce med cellulit cera mieszana cera wrażliwa cetaphil CHI chillout choisee chusteczki cienie cienie w kremie cień clinique clochee color naturals color tattoo color whisper cudeńko cycki czador ćwiczenia darmocha dax debilizm demakijaż denko depilacja dermaroller diy do it yourself dobre rzeczy douglas dove dream pure ducray dwufaza ebay edm eko kosmetyki elution essence essie estetyka etude house eveline everyday minerals eyeliner faceguard fail farbowanie farmona fekkai figs rouge filtr firmoo fitness flora floslek fluid fridge fridge by yde fructis fryzjer galaxy garnier gillette glamwear glossy box glyskincare głupie cipki głupota golden rose google google analytics gratis h&m hakuro healthy mix hebe high impact himalaya hiszpania hm holiday hot pink hydrolat idealia ikea innisfree ipl iran isa dora isadora isana jillian michaels kallos kate moss katowice kącik kulturalny kelual ds kissbox kolastyna kolorówka koloryt konkurs konturówka korekta korektor korektor pod oczy kot kraków kredka kredka do brwi kredka do oczu krem krem do rąk krem do twarzy krem matujący krem na dzień krem nawilżający krem odżywczy krem pod oczy krem z kwasami kreska kutas kwas askrobinowy kwasy la roche posay lakier lakier do paznokci lakier do ust lakier do włosów lakiery teksturowe lancome laser lasting finish lawendowa farma lekarze lierac linkedin lioele lip balm lip lock lip pen lirene lista magnetyczna loccitane loreal lovely lumene lush łuk brwiowy łupież magnes makijaż manicure manuka Mary Kay marzenie maseczka maska maska do włosów maskara masło do ciała mat matowienie max factor maybe maybelline mężczyźni micel mika mikrodermabrazja miss sporty mleczko mleczko do ciała mocak mollon morze muzeum mycie mydło mydło naturalne nadwaga nail tek narzekanie natura officinalis naturalne składniki naughty nautical nawilżenie neem new leaf niedoskonałości nivea nivelazione nouveau lashes nutri gold oczy oczyszczanie odchudzanie odżywianie odżywka odżywka do paznokci odżywka do włosów off festival okulary olej olej arganowy olej kokosowy olejek olejek do mycia ombre opalanie opalenizna opener organique oriflame original source orofluido paleta magnetyczna palmers paski na nos pat rub patrzałki paznokcie pączek peel-off peeling peeling do ciała peeling do twarzy perfecta pervoe reshenie pędzel pędzle pharmaceris photoderm physiogel phyto pianka do mycia piasek piaski pierre bourdieu pkp plastry na nos płyn do demakijażu płyn micelarny podkład podróż pogromcy mitów policzki pomadka pomarańczowy porażka pr praca prasowanie propolis proteiny próbki pryszcze prysznic prywata przebarwienia przegięcie przemoc symboliczna przygody przypominajka puder puder transparentny purederm QVS real techniques regeneracja reklamacja rene furterer retinoidy revlon rimmel rossetto rossmann rozdanie rozkmina rozstępy róż różowe ryan gosling rzęsy sally hansen samoocena samoopalacz satynowy mus do ust Schwarzkopf scrub seacret seche vite sensique sephora serum serum nawilżające sesa shaun t shea shred sińce siquens skandal skin 79 skinfood skóra skóra wrażliwa sleek słońce słowa kluczowe socjologia soraya spf starry eyed stopy stylizacja suchy szampon sun ozon sypki szaleństwo szampon szkoda gadać szminka sztuka współczesna święta tag taka sytuacja tapeta tara smith tatuaż the body shop the face shop tołpa toni&guy tonik top tortury tragedia transki trądzik triple the solution truskawka tusz do rzęs twarz ujędrnienie under twenty usta uv vichy warby parker wąs weganizm wella wibo wieloryb witamina c wizaż wizażystka włosy workout wory wódka wtf wyrównanie wyszczuplanie wyzwanie yasumi yoskine yves rocher zachwyt zakupy zapach zdjęcia zenni optical zerówki ziaja złuszczanie zmywacz zmywacz do paznokcie zużycie zwiedzanie źródła odwiedzin żel żel do brwi żel do golenia żel do twarzy żel pod prysznic żel-krem życzenia