Mam taką całą serię postów roboczych, które tworzę, tworzę i tworzę... Tutaj wyjątkowo chciałam się przyłożyć, ale BAM, stan paznokci tak się poprawił, że od lipca nie robiłam regularnie zdjęć. I co ja wam teraz pokażę? Dżizys, naprawdę powinnam się przyłożyć. 

Rok temu postanowiłam zadbać o swoje paznokcie, bo zżółkły, potwornie się łamały i jakieś takie były średnio reprezentatywne (kobieca logika: masz brzydkie paznokcie? połóż jak najwięcej lakieru, żeby to ukryć!). 

Zaczęłam w grudniu od odżywki Alessandro, by w styczniu rozpocząć moje małe Wyzwanie z NailTekiem. Wykoncypowałam sobie, że zacznę od formuły z numerkiem 2. Tudzież II. Koncept generalnie jest znany: kupujemy zestaw, gdzie są dwie odżywki, jedna podkładowa, druga ochronna. Podkładową stosujemy na oczyszczony paznokieć jako bazę, ochronną nakładamy na kolorowy lakier - codziennie dokładamy jedną warstwę. 
Formuły są 4 w zależności od potrzeb, ja zdecydowałam się na dwójkę, bo moje paznokcie nie były jakoś dramatycznie miękkie ani nic w tym stylu. Co o dwójeczce pisze producent?

Foundation II – podkładowa odżywka do paznokci cienkich, miękkich lub rozdwajających się

Wyrównujący lakier podkładowy zawierający składniki odżywcze Formuły II – do paznokci cienkich, miękkich lub rozdwajających się. Posiada mikrowłókna i naturalne wypełniacze. Idealnie wygładza nierówną powierzchnię paznokci. Dzięki znakomitej przyczepności zwiększa trwałość manikiuru – umożliwia dłuższe noszenie barwnego lakieru. Foundation II jest zalecana do stosowania w profesjonalnym manikiurze terapeutycznym.

nailtek.pl


Nie mam pojęcia, czy ten lakier naprawdę zawiera jakieś mikrowłókna.. Grunt, że ma mleczny kolor i na paznokciu tworzy taką jakby gumową warstwę. Hm, nie wiem czy "gumowa" to dobre określenie, można by w sumie ten efekt porównać do tego, jaki osiąga się po użyciu matującego topa na kolorowym lakierze. Kojarzycie? To dobrze.
Przez pierwsze dwa miesiące stosowałam dwie warstwy podkładu, bo chciałam uniknąć dalszego zabarwienia płytki paznokcia od lakierów, zwłaszcza tych ciemniejszych. Nie wiem, czy to była dobra logika... Nawet przy tym podwójnym używaniu podkład starczył mi na baaardzo długo, bo jakieś 6 miesięcy. W butelce została jakaś 1/5 zawartości, która troszkę się zgluciła. Warto tu zaznaczyć, że malowałam wtedy paznokcie co 3-4 dni, więc oceniam wydajność na bardzo dobrą.
Co z tą przyczepnością i przedłużeniem trwałości kolorowego lakieru? To w dużej mierze zależy oczywiście od samego lakieru, a w moim przypadku również od długości paznokci - długie po prostu się łamały lub rozdwajały same z siebie, stąd odpryski lakieru (a nie tam jakieś bębnienie w klawiaturę czy prace domowe, o nie).
Paznokcie teraz się wzmocniły tak epicko, że noszę długie łopaty (na przykład takie - byłam z nich szczególnie dumna), na których kiepskie lakiery trzymają się 4 dni (ok, z odpryskami), a te dobre (tak, przyznaję się, popełniłam kolejne Essie) nawet 7 dni (!!!!!) z lekkimi obtarciami końcówek. Nie wiem, czy to dziwne, że uzależniam trwałość lakieru od długości paznokcia - taką prawidłowość odkryłam u siebie w tamtym czasie.

Podkład to oczywiście nie wszystko, dochodzi do tego jeszcze warstwa ochronna. To nic innego jak bezbarwny lakier, który nakładamy na kolor tak samo jak top coat. Ten lakier ma dwie właściwości, o których warto wspomnieć:
- po pierwsze, nie tworzy kolejnej warstwy na paznokciu, ale w jakiś magiczny sposób wnika w to, co już jest na nim. Widać to dobrze na przykładzie lakierów z grubym brokatem - jedna porcja NailTeka nie wyrówna powierzchni paznokcia. Może dopiero trzy. Ale spokojnie, jeśli nałożycie inny top, a na niego NT, to też będzie dobrze.
- po drugie troszkę zmienia kolor lakieru na ciemniejszy. W większości przypadków totalnie mi to nie przeszkadzało, czasem się podobało, a tylko przy dwóch lakierach efekt mi przeszkadzał (mam takiego pięknego, pomidorowego essiaka, który potraktowany nailtekiem tracił właśnie odcień letniego, dojrzałego pomidorka i zostawał dość powszednią czerwienią, jakich wiele - tak, trzeba być szurniętym, żeby dostrzegać takie niuanse). 

Co pisze producent?
Formuła II, Intensive Therapy – ochronna odżywka do paznokci cienkich, miękkich lub rozdwajających się. Jest bardzo często stosowana na początku terapii. Większość kobiet, które nie mogą wyhodować swoich paznokci ma problemy z wolną krawędzią. Ich paznokcie rozszczepiają się na końcach, na oddzielne warstwy. Te warstwy, będące cienką biologiczną tkanką, odrywają się oraz są podatne na wyginanie i rozdarcia. Formuła II, Intensive Therapy koryguje ten stan, trwale łącząc warstwy ze sobą. Ta zintensyfikowana odżywka wzmacnia i pogrubia cienką, miękką płytkę paznokciową, czyniąc słabe paznokcie mocnymi i elastycznymi. W zależności od tego jak szybko rosną paznokcie, cały proces trwa od 4 do około 6 tygodni. W przypadku miękkich paznokci należy poczekać, aż wyrośnie nowa, wzmocniona płytka (3-6 miesięcy) i dopiero potem kontynuować pielęgnację Formułą I, Maintenance Plus. 

nailtek.pl


Wydajność nieco słabsza niż w przypadku podkładu z racji większego zużycia. Ostatnia ćwiartka buteleczki (które mają podziałki <3) lubi się glucić. Rozsądna, niezbyt gruba warstwa położona na wcześniejszy dobrze wysuszony kolor schnie w mgnieniu oka. Ja na ogół robię to wieczorem przy komputerze - najpierw lewa ręka, po pomalowaniu prawej mogę już wrócić do pisania lub surfowania po 9gagu (przeglądanie głupich obrazków w necie to świetny kompanion malowania paznokci, bo traci się na to naprawdę dużo czasu).

Zapraszam na fragmentaryczną dokumentację zdjęciową!

Wszystko zaczęło się 19go stycznia. Moje paznokcie prezentowały się wtedy tak: 


Żółtawe, przebarwione, rozdwajające się i łamliwe, ciężkie do dłuższego wyhodowania. Rozdwajały się nawet gdy cierpliwie i delikatnie piłowałam je w jedną stronę papierowym pilniczkiem - szczerze mówiąc, skrócenie obcążkami wyrządzało im mniej krzywdy. To co widzicie  powyżej to maksimum, jakie mogłam z nich wycisnąć na długość. 








Nadal podniszczone, ale już dłuższe. 



A jak wyglądają dzisiaj?


ojoj, zostały tam jakieś resztki po brokacie..




Nie pamiętam, kiedy ostatni raz paznokieć mi się złamał lub rozdwoił. Nie robią się zadziory (ku chwale ocalonych rajstop). Nie zauważyłam też, by NailTek znacząco wpłynął na stan moich skórek - nawet jeśli im zaszkodził, to codzienne kremowanie rąk i odsuwanie patyczkiem raz w tygodniu ocaliło je.

W trakcie 11 miesięcy zużyłam dwie odżywki podkładowe (druga właśnie poleciała opróżniona do kosza), jestem w trakcie trzeciej ochronnej. 

Swoje egzemplarze kupiłam na allegro i skoro działają, to znaczy, że podróbek nie kupiłam :D Chyba nie skusiłabym się na cenę, jaką proponują popularne drogerie (Hebe i Douglasy). Teraz dla zachowania efektu przerzucę się na jedynkę. 

Czy jeszcze trzeba coś dodawać? Która z Was już uratowała paznokcie NailTekiem? :D

+++

Osiągnęłam bardzo niepokojący stan - moje włosy są w dobrej kondycji, w dotyku są miękkie i nawilżone, ale wyglądają na suche (wtf?) i jeszcze bardziej się uzależniły w kwestii wyboru, jak się ułożą danego dnia. Naczytałam się o falach i wydobywaniu skrętu, nawet zaszalałam z dyfuzorem - skręt był, owszem, ale przez 15 minut. Potem moja fryzura pokazała mi środkowy palec i wróciła do tego, co lubi najbardziej, czyli swobodnego opadu w okolicach mojej głowy.

+++

Dostałam kolejne zadanie bojowe: znaleźć coś do stylizacji dla mojej mamy. Jest to o tyle problematyczne, że mama ma blond cienkie i krótkie piórka i fryzurę, którą wam może przybliży Robyn (jakby ktoś nie znał, to marsz na youtube!). 





Różnica jest taka, że u mojej mamy nie ma tego wygolenia... Jak łatwo się domyślić, włosy z tyłu są dość krótko podcięte i to głównie z nimi jest problem. Macie jakieś sugestie? Jako posiadaczka od-kiedy-pamiętam długich włosów totalnie nie wiem, w jakie rejony się kierować: woski, kremy, żele, gumy?

Epopeja micelarna trwa w najlepsze.

Po bardzo dobrych doświadczeniach z Perfectą w wariancie "wrażliwym" padło na różową siostrę do cery naczynkowej. Naczynkowa wprawdzie nie jestem, ale wrażliwa na wszelkie czynniki zewnętrzne już tak, więc zwabiła mnie obietnica łagodzenia.

Flaszka micela designem nie powala, ale za to jest praktyczna. Klapka otwiera się bez problemów, co docenią posiadaczki długich paznokci, a dziurka dozująca produkt jest w sam raz. Oczywiście dotyczy to aplikacji na wacik uwzględniającą tylko grawitację (przechylenie butelki), ale jeśli jesteście takimi ciamajdami jak ja i naciśniecie butelkę, to możecie się srogo zdziwić, ile płynu znajdzie się na waciku, waszej ręce i pewnie jeszcze w innych miejscach, których nie planowałyście.

Co wyróżnia ten micel od innych? Zapach! Jak nietrudno się domyślić, dominuje nuta różana i to dość intensywna. Na skórze nie utrzymuje się długo, ale uprzyjemnia proces zmywania z siebie tapety - inne znane mi micele albo nie miały zapachu, albo był on znacznie mniej przyjemny.


o patrzcie, jaki mi żółciutki i straszny znak wodny wyszedł!


Przejdźmy do kwestii zasadniczej: jak zmywa? Po prostu dobrze. Na jedno mocno umalowane oko potrzebowałam dwóch wacików, z czego ten drugi był tak bardziej do doczyszczenia tuszu i kredki z podstaw rzęs (a lubią się skubane tam chować). Na twarz znowu dwa.
Co równie ważne, nie zostawia tłustej i lepkiej warstwy, a skóra faktycznie jest miło złagodzona (moje plamy i blizny potrądzikowe lubią się czerwienić po bardziej intensywnych produktach). Nie szczypie w oczy - co wcale nie jest ostatnio u mnie takie oczywiste przy produktach do oczu. 




Specjalnie dla składowych nazi powiększenie ;)



Generalnie nie ma co się dłużej rozwodzić i filozofować - świetny zmywacz w bardzo dobrej cenie (12-14 zł), łatwo dostępny (jak nie rossmany i reszta drogerii, to na pewno hipermarkety) i przy okazji wydajny (nawet nie pamiętam, od kiedy mam tą flaszkę, ale przy codziennym używaniu były to co najmniej 2 miesiące!). 
Po moich wszystkich doświadczeniach chyba już nigdy nie pozwolę sobie nawet na myśl o micelu droższym jak 15-20 zł. Vichy piekł, a Bioderma (lepkość!) i Avene zasadniczo robiły to samo co powyższa Perfecta i Bourjois - więc nie widzę sensu w przepłacaniu. Perfecta pewnie jeszcze u mnie zagości, amen. 

+++

Wyhodowałam sobie katarek. Z mojego nosa cieknie jak z uszkodzonego hydrantu, co nieszczególnie cieszy moje towarzystwo, bo nie potrafię cicho smarkać.W szkole mówiono na mnie "huragan Olga", a ojciec mi wypomina w sklepie, że to mało kobiece i subtelne (jakby te przymiotniki idealnie opisywały mnie wcześniej, lol). Ja po prostu nie wiem, jak nie wydawać tych zabawnych dźwięków. Google też nie pomaga w tej kwestii.

Mało ostatnio piszę. Powód w zasadzie jest, ale taki większy: przechodzę poważny kryzys wieku-wchodzenia-w-dorosłość. Po zrobieniu dwóch licencjatów nie jestem taka pewna, co dalej robić w życiu (przez 3-4 lata dużo się może zmienić, zwłaszcza w zachciewajkach zawodowych).
Siedziałam, siedziałam, kminiłam. Aż wykminiłam i zaczynam w styczniu kurs wizażu w tej samej szkole, co kilka innych znanych blogerek. Nie wiem, gdzie to mnie zaprowadzi, miejmy nadzieję że w dobre miejsce, gdzie połączę pracę z pasją. Póki co cieszę się, że kilka bliskich mi osób mnie wspiera i zachęca do pracy (z bólem muszę stwierdzić, że pojawiły się też takie, które moje zainteresowania traktują z przymrużeniem oka albo wręcz drwiną. no trudno...).

+++

Nie jesteśmy cały czas przyzwyczajeni do tego, żeby sklepy stacjonarne jak i internetowe traktowały nas po ludzku. A potem wychodzą takie fajne, pozytywne kwiatki, które cieszą. Poczyniłam zakupy w Kolorówce, między innymi nabyłam tonik z kwasami PHA 6%, który po przygotowaniu w moim odczuciu niepokojąco podśmiardywał. Napisałam do sklepu, ze sklepu odpisano i upewniono się, czy użyłam konserwantu - użyłam. I tu bam, padła propozycja, że doślą mi próbkę toniku, żebym porównała zapachy. Próbka przyszła dwa dni po mailu listem poleconym priorytetowym - ale pisanie o niej per "próbka" to nieporozumienie, bo dostałam flakonik o pojemności jakichś 30 ml, gdy tymczasem cały nowy tonik to 110 g produktu. Przychodzi mi na myśl określenie "ogromny próbas". Ale do rzeczy - zapachy zasadniczo nie różniły się, choć mój oryginalny tonik pachniał po prostu intensywniej. Uspokoiłam się, że tak po prostu ma być, próbas wystarczył mi na 2 miesiące użytkowania, efekty są i cieszę się z nich. Dla toniku i ekipy ze sklepu Kolorówka.com ode mnie ogromne "Olga approves" oraz "Me gusta":




Moja zupełna niezdolność do zużywania jakiekolwiek kolorówki troszkę mnie przeraża. Szitu jest dużo, rzadko z czegś korzystam częściej niż 2 razy w tygodniu, no więc niby jak się ma zużyć? Bleh bleh.
Też padłam ofiarą -40% na wszystko w rossie. Na początku byłam nastawiona tylko na cienie Color Tattoo z Maybelline (pozdrowienia dla Oli, która zaangażowała się w poszukiwania!), ale doszło wcześniej do psychologicznej katastrofy: powstrzymałam się od kupienia spódnicy (w ramach mojej ostatniej akcji "szanuj swoje pieniądze i szafę") i byłam z siebie tak potwornie dumna, że kwotę, którą zaoszczędziłam na spódnicy, przepieprzyłam na inne cienie i szminki, których początkowo w planie nie było.

Jestem żałosna.

To co Olcia zużyła?

Garnier Naturalna Pielęgnacja [Ultra Doux], Szampon do włosów normalnych `Mango i kwiat tiare` - od jakichś 2 miesięcy zluzowałam z ekstremalną pielęgnacją włosów wykluczającą silikony i resztę tych wszystkich złych rzeczy, jakie powodują u włosomaniaczek palpitacje. Po prostu mi to nie służy (serio!) - mam jeszcze jakieś zapasy, ale zaczęłam z powrotem korzystać ze zwyczajnych, wręcz ordynarnych szamponów ;) Do takich należy wymieniony w linku Ultra Doux - wydawał się wręcz stworzony do moich potrzeb - włosy normalne, którym troszkę brakuje miękkości. Jak łatwo się domyślić, szczęka mi z wrażenia nie opadła i nie zamierzam robić zapasów tego specyfiku. Plus za fajny zapach, minus za wydajność. Nie potrafię stwierdzić, czy jest odpowiedzialny za podrażnienie skóry głowy przy okazji nawrotu łojotokowego zapalenia skóry (hell yeah, sezon czapkowy w pełni) czy tylko był biernym uczestnikiem tego horroru.

Avon, Planet Spa, Kremowe mleczko do oczyszczania twarzy ze śródziemnomorską oliwą z oliwek i kwiatem pomarańczy - kolejny odrzut z łazienki mojej mamy. Co zabawne, na KWC występuje w innym opakowaniu (z pompką), ja mam tradycyjną tubkę. Tłusta impreza dla suchych cer, nie odważyłam się nim zmywać makijażu oczu.

Yves Rocher, Żel pod prysznic truskawka - jak na złość nie ma go teraz na stronie, ale należy do serii Plaisirs Nature. Cóż tu dużo mówić, uzależnienie straszne. Ten zapach! *_____*

Dość zabawny suflet do ciała z Bootsa. Kupiony jako zapchajdziura na allegro - jest to chyba jeden z najbardziej absurdalnych produktów, jakie kiedykolwiek widziałam. A nawet wam pierdyknę oryginalne fotki robione kalkulatorem :D


Dla zainteresowanych skład:


Jak do samego produktu nie mam zastrzeżeń (nawilża dobrze, ale bez szczególnego urwania dupy w tym temacie), to brechtam niemiłosiernie z zapewnień, że krem, przepraszam, suflet pomoże mi się oczyścić dzięki poprawionej cyrkulacji (ale czego, to już nie wiem - krwi, limfy?). Karny kutas dla marketingowców za takie brednie. 

Rene Furterer, Karité, Creme Revitalisante Intense (Intensywnie odżywczy krem do włosów bardzo suchych) - ku mojej boleści tylko miniaturka 30 ml z Glossyboxa. Na moje włosy do łopatek ta pojemność wystarczyła na 7 razy, a kudły były szczęśliwe i błyszczące jak rzadko. Jak tylko sprzedam nerkę, to może kupię sobie większe opakowanie: w Douglasie to jakieś 160 zł, na allegro da się znaleźć oczywiście tańsze - aż za tanie i mam wątpliwości, czy to aby oryginał lub chociaż produkt świeży.

Jak jesteśmy przy włosach, to pochwalę się: rozjaśnianie chodziło za mną od pewnego czasu. Chodziło, chodziło, aż wychodziło mi pewnego ranka ombre. Po prostu obudziłam się rano i stwierdziłam "kurde, tego mi trzeba!". Zadzwoniłam do B., który na farbowaniu zna się jak mało kto (hm, wyłączając oczywiście fryzjerów, ale pieniędzy na takie przygody nie mam) i po butelce wina wspólnie wypitej na mojej łepetynie ukazało się marchewkowe ombre:





Marchewka oczywiście niezamierzona, ale rozjaśniane moich rudo-brązowych włosów raczej nie mogło się skończyć szczęśliwie blondem. Siedzę teraz grzecznie z maską i nawilżam ofiary moich zachcianek, bo się popuszyły. 

+++

Nawet nie zauważyłam, że blogowi stuknął rok. Jestem straszna!


czytam

favikona pochodzi z nataliedee.com. Obsługiwane przez usługę Blogger.

Labels

15 hair project 301 346 52 AA aknenormin alessandro algi alterra ambasada piękna anthelios antyperspirant arsenał grubasa artdeco aussie autokorekta avene avon babydream baikal herbals balea balm balm balsam do ciała balsam do ust bambino bandi bareMinerals batiste baza baza pod cienie baza pod lakier bb bb cr bb cream beauty blender beauty formulas beauty friends bebeauty beblesh balm beige nacre bell bella bamba benefit berlin berry love biały jeleń biedronka bielenda bio-essence Biochemia Urody bioderma biovax blizny blogerki blogger błędy błyszczyk boi boi-ing bourjois box box of beauty ból dupy brahmi amla braziliant brodacz brokat brow bar brwi BU bubel bubel alert buty carmex cashmere ce ce med cellulit cera mieszana cera wrażliwa cetaphil CHI chillout choisee chusteczki cienie cienie w kremie cień clinique clochee color naturals color tattoo color whisper cudeńko cycki czador ćwiczenia darmocha dax debilizm demakijaż denko depilacja dermaroller diy do it yourself dobre rzeczy douglas dove dream pure ducray dwufaza ebay edm eko kosmetyki elution essence essie estetyka etude house eveline everyday minerals eyeliner faceguard fail farbowanie farmona fekkai figs rouge filtr firmoo fitness flora floslek fluid fridge fridge by yde fructis fryzjer galaxy garnier gillette glamwear glossy box glyskincare głupie cipki głupota golden rose google google analytics gratis h&m hakuro healthy mix hebe high impact himalaya hiszpania hm holiday hot pink hydrolat idealia ikea innisfree ipl iran isa dora isadora isana jillian michaels kallos kate moss katowice kącik kulturalny kelual ds kissbox kolastyna kolorówka koloryt konkurs konturówka korekta korektor korektor pod oczy kot kraków kredka kredka do brwi kredka do oczu krem krem do rąk krem do twarzy krem matujący krem na dzień krem nawilżający krem odżywczy krem pod oczy krem z kwasami kreska kutas kwas askrobinowy kwasy la roche posay lakier lakier do paznokci lakier do ust lakier do włosów lakiery teksturowe lancome laser lasting finish lawendowa farma lekarze lierac linkedin lioele lip balm lip lock lip pen lirene lista magnetyczna loccitane loreal lovely lumene lush łuk brwiowy łupież magnes makijaż manicure manuka Mary Kay marzenie maseczka maska maska do włosów maskara masło do ciała mat matowienie max factor maybe maybelline mężczyźni micel mika mikrodermabrazja miss sporty mleczko mleczko do ciała mocak mollon morze muzeum mycie mydło mydło naturalne nadwaga nail tek narzekanie natura officinalis naturalne składniki naughty nautical nawilżenie neem new leaf niedoskonałości nivea nivelazione nouveau lashes nutri gold oczy oczyszczanie odchudzanie odżywianie odżywka odżywka do paznokci odżywka do włosów off festival okulary olej olej arganowy olej kokosowy olejek olejek do mycia ombre opalanie opalenizna opener organique oriflame original source orofluido paleta magnetyczna palmers paski na nos pat rub patrzałki paznokcie pączek peel-off peeling peeling do ciała peeling do twarzy perfecta pervoe reshenie pędzel pędzle pharmaceris photoderm physiogel phyto pianka do mycia piasek piaski pierre bourdieu pkp plastry na nos płyn do demakijażu płyn micelarny podkład podróż pogromcy mitów policzki pomadka pomarańczowy porażka pr praca prasowanie propolis proteiny próbki pryszcze prysznic prywata przebarwienia przegięcie przemoc symboliczna przygody przypominajka puder puder transparentny purederm QVS real techniques regeneracja reklamacja rene furterer retinoidy revlon rimmel rossetto rossmann rozdanie rozkmina rozstępy róż różowe ryan gosling rzęsy sally hansen samoocena samoopalacz satynowy mus do ust Schwarzkopf scrub seacret seche vite sensique sephora serum serum nawilżające sesa shaun t shea shred sińce siquens skandal skin 79 skinfood skóra skóra wrażliwa sleek słońce słowa kluczowe socjologia soraya spf starry eyed stopy stylizacja suchy szampon sun ozon sypki szaleństwo szampon szkoda gadać szminka sztuka współczesna święta tag taka sytuacja tapeta tara smith tatuaż the body shop the face shop tołpa toni&guy tonik top tortury tragedia transki trądzik triple the solution truskawka tusz do rzęs twarz ujędrnienie under twenty usta uv vichy warby parker wąs weganizm wella wibo wieloryb witamina c wizaż wizażystka włosy workout wory wódka wtf wyrównanie wyszczuplanie wyzwanie yasumi yoskine yves rocher zachwyt zakupy zapach zdjęcia zenni optical zerówki ziaja złuszczanie zmywacz zmywacz do paznokcie zużycie zwiedzanie źródła odwiedzin żel żel do brwi żel do golenia żel do twarzy żel pod prysznic żel-krem życzenia